Odcinek 550: Tadeusz Boy-Żeleński, 1926 rok


Tadeusz Boy-Żeleński, Recenzja sztuki H. Mannersa „Najdroższa moja Peg”

23 grudnia 1926 roku
Teatr Mały. Najdroższa moja Peg! Komedia w trzech aktach H. Mannersa. Reżyseria Karola Borowskiego. Dekoracje Stanisława Sliwińsklego.
Recenzent teatralny to osobistość, która musi kojarzyć w sobie najsprzeczniejsze przymioty: błyskawiczność kochanka, wytrawność historyka, bywalstwo globtrotera, no i radosną wrażliwość dobrze wychowanego dziecka, które za każdą zabawką znalezioną pod drzewkiem bije z zapałem rączkami i woła: „caca!”
Nie wiadomo, którą z tych osobistości dopuścić do głosu. Gdyby historykowi pozwolić rozpuścić gębę, wyliczyłby nam wszystkich mniej lub więcej rozkosznych „bębnów”, jakie (poczynając od wielkiej Joanny d’Arc) gorszyły i czarowały nas ze sceny swymi wybrykami; wczorajsza Peg byłaby ostatnim ziarnkiem tego różańca. Ze względu jednak na okres gwiazdkowy, uderzmy w ów ton bardziej dziecięcy: jak caca, to caca.
Stefania Jarkowska.
Ten ton będzie zresztą zgodniejszy z niewinną prostotą wczorajszej komedyjki, w której jedną z głównych ról kreuje niewymieniony na afiszu piesek, a cackanie się z nim zapełnia sporą część wieczoru. Jego właścicielka, owa Peg, żąda, aby jej psa lubili wszyscy, podczas gdy ona sama nie cierpi psów cudzych; nie jest to zresztą jedyny błąd logiczny tej fatalnie wychowanej dziewczyny. Ach, jak fatalnie! do tego stopnia, że z lubością wyrzuciłoby się ją za drzwi, mimo iż później żałuje się tego odruchu, gdyż Peg okazuje się niezłą osóbką; nie na tyle, bądź co bądź, aby jej to mogło wystarczyć w życiu, gdyby nie to, że autor, korzystając ze swej wszechmocy — która czyni go zaiste podobnym wróżce w bajce Or-Ota — wyposażył ją talizmanem. Talizman ten to testament wujaszka, czyniący ją milionową dziedziczką i wnoszący błogosławieństwo dostatku w dom, w którym ona przebywa i póki tam przebywa; czyż trzeba dodać, że testament ten służy mu zarazem do obnażenia interesowności i obłudy krewniaków? Przy tej sposobności załatwia się i porachunki narodowe: obłuda, interesowność, zepsucie — to Anglia; szczerość, uczciwość, swoboda, duma — to Irlandia, uosobiona w Peg, która jest córką tułacza, bojownika o wolność Irlandii. Muszą tu być akcenty, rysy, których my oczywiście tylko możemy się domyślać, a które na rodzimym gruncie wyróżniają ową Peg z plejady teatralnych bębnów, dopełniając jej obrazu swoistymi cechami. Ba! ta Peg urasta na chwilę do wyżyn małej bohaterki, kiedy ocaliwszy kuzynkę od popełnienia fałszywego kroku, tuż potem, w chwili niebezpieczeństwa, bierze jej winę na siebie, przyznając się do niegroźnej co prawda eskapady. Ale te tam perypetie, kończące się zresztą małżeństwem Peg z obojętnym nam przystojnym chłopcem, niewiele nas obchodzą; cała sztuka stoi właściwie monologiem Peg, ciętą impertynencją tej mademoiselle Sans-Gene — zawsze tak przychylny oddźwięk znajdującą w teatrze — jej prostotą w stwarzaniu i przecinaniu trudnych sytuacji. [...]
Najdroższą Peg grała p. Jarkowska, aktorka, która ma w sobie bardzo mało elementu dziewczęcego, natomiast posiada kipiący temperament i tupet sceniczny; to wszystko razem, połączone z jej pięknym basowym głosem, stworzyło figurę Peg dość problematyczną, trochę „kabaretową”, ale żywą, zabawną i szczerze oklaskiwaną przez publiczność.
Tadeusz Boy-Żeleński, Flirt z Melpomeną. Wieczór siódmy i ósmy, Państwowy Instytut Wydawniczy 1964, s. 254–256.

Komentarze

  1. Recenzent literacki ma sporo wspólnego z recenzentem teatralnym. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Lirael. Szczególnie zaś:"błyskawiczność kochanka" ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. To ja odpadam z kategorii krytyków, błyskawiczności mi brakuje:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz