Odcinek 540: Antoni Słonimski, 1931 rok


„Kronika tygodniowa” Antoniego Słonimskiego

„Wiadomości Literackie”, nr 50, 13 grudnia 1931 roku
[...] Istnieją rodzaje reklamy, o których nie można myśleć bez przerażenia. Dowiedzieliśmy się niedawno, że ministerstwo poczty subsydiowało w swoim czasie film Tajemnica skrzynki pocztowej. Ta reklama poczty kosztowała około stu tysięcy złotych. Wiele trzeba by było wysłać listów z wymysłami do ministerstwa, aby ten film się zamortyzował? Dopiero milion listów z obelgami mógłby przynieść ministerstwu mały zysk. Obecnie rozpętał się szał reklamowania monopolu tytoniowego i spirytusowego. Bezczelność reklam zachęcających do picia wódki jest czymś jedynym w swoim rodzaju. Można od biedy reklamować wyroby monopolu, ale czy trzeba do tego dorabiać ideologię, czy trzeba propagować pijaństwo? Jest to zarówno niesmaczne, jak i głupie, bo umieszczenie fotografii Krakowskiego z butelką „czystej wyborowej” nie pomoże chłopu do kupienia kieliszka wódki, skoro chłop na wódkę nie ma. Główny odbiorca alkoholu zbankrutował. Opowiadano mi niedawno, że w Garwolinie sprzedano czwórkę koni fornalskich na licytacji za złotych osiemdziesiąt. Zwykle na tego rodzaju transakcjach zarabiał monopol spirytusowy, ale dziś chłop musiałby, żeby się raz upić, sprzedać cały grunt i jeszcze się zapożyczyć. Istnieje zwyczaj, że monopole spirytusowe przeznaczają pewien procent zysków na propagandę antyalkoholową. U nas, zdaje się, cały zysk idzie na reklamę wódki. [...]
Istnieją reklamy ujemne, a mimo to bardzo skuteczne. Przez pewien czas zjawiały się w prasie brukowej ostre i napastliwe wzmianki pod adresem policji i władz miejskich: „Jak długo jeszcze władze tolerować będą istnienie całą noc otwartego domu schadzek przy ul. Kruczej czterdzieści dwa, mieszkania pięć, parter w oficynie na lewo?”. Oczywiście, po każdym takim artykuliku frekwencja piętnowanego lokalu podnosiła się znakomicie. Bywają napaści, które są doskonałą reklamą. Podobno do poradni „Świadome Macierzyństwo” przyszło już kilkadziesiąt kobiet z ludu, które, pytane, skąd wiedzą o istnieniu poradni, odpowiadały: „Ano ksiądz na Grzybowie wyklinał i napominał, że takie poradnie na Lesznie otworzyli”. [...] Ja sam osobiście doczekałem się najmniej spodziewanej reklamy ze strony „Wojskowego Przeglądu Wydawnictw”. W nr 11 tego pisma w rubryce „Wydawnictwa wojskowe na składzie w Głównej Księgarni Wojskowej” wydrukowano: „Czołowski A. – Bitwa pod Obertynem. Słonimski Antoni gen. – Moje walki nad Bzdurą. Sekretarz redakcji tego wydawnictwa, kpt. Frasunkiewicz, musi być bardzo zafrasowany, że pomieścił tę bzdurą. Nic w tym złego. Niech i oficerowie czytają zbiór moich felietonów, niech kupują sobie tę książkę na gwiazdkę, choć im gwiazdek od tego nie przybędzie, wszystkie zaś osoby cywilne proszone są o możliwie najszybsze nabycie książki Moje walki nad Bzdurą, wydanej przez „Rój”, gdyż honorarium moje zależne jest od sprzedanej ilości egzemplarzy.
Antoni Słonimski, Kroniki tygodniowe 1927–1931, LTW 2003, s. 343–345.

Komentarze

  1. "Słonimski Antoni gen. – Moje walki nad Bzdurą" - skrót gen. na stronie tytułowej nie oznaczał "generał", ale "geniusz" :P

    OdpowiedzUsuń
  2. 80 lat, a nic się nie zmieniło! Może tylko tyle, że teraz wyszukiwarki umieściłyby książkę Słonimskiego w jeszcze dziwniejszych miejscach, a szereg Patriotów i Prawdziwych Polaków może skreśliłoby autora ze swoich czarnych list, w uznaniu dla jego zasług w walce o ojczyznę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przynajmniej zakaz reklamy alkoholu chyba obowiązuje:P

      Usuń
    2. Teoretycznie tak. Bo przecież piwo to nie alkohol, nie?
      Jeszcze jedno na pewno się zmieniło: chłop na co jak na co, ale na wódkę zawsze znajdzie pieniądze (lub ziemniaki). Nadal więc reklama mu niepotrzebna, choć z innych przyczyn niż za czasów Słonimskiego.

      Usuń
    3. Piwo alkoholem? No jakieś herezje to by były:)) Chłop to sobie z tych ziemniaków sam upędzi, taniej wyjdzie i zdrowiej:)

      Usuń
  3. Świetne! Jeszcze nie doszedłem do tych lat w "WL".

    A wódką jak widać budżet państwa polskiego stał od zawsze.

    Pamiętam skecz z programu Bohdana Smolenia, bodajże "Smoleń na chorobowym", w którym ktoś mówi, że szlachta znów rozpija chłopów.

    Całość do posłuchania tutaj:

    http://www.youtube.com/watch?v=xlZLgNVIpug

    Uwielbiam te programy ze Smoleniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to było? "A jakbyś tam znalazł 500 złotych, to przynieś do nas. My dołożymy 108 i będziemy mieli na dezynfekcję" :)

      Usuń
    2. Dokładnie tak:)

      Pamiętam niektóre żarty musiał mi ojciec tłumaczyć, bo nie rozumiałem kontekstu. Głównie chodziło o nawiązanie do aktualnych wydarzeń politycznych:)

      Usuń
  4. Chłop może na wódkę nie miał, ale założę się, że i tak pił. Pierwsza część uwag Słonimskiego nietrafiona wg mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepijał to, co dzieciom od ust odjął.

      Usuń
    2. Z tego co wiem, to jednak na wsiach przed wojną piło się mniej niż po wojnie. A już alkohol butelkowany to na pewno rozpowszechnił się tam na dobre dopiero za czasów PGR-ów.
      Zastanawiam się jednak nad czym innym: gdzie były zamieszczane owe reklamy, które tak przerażały Słonimskiego? I w jaki sposób chłop mógł mieć do nich dostęp?

      Usuń
    3. Chłop to najprędzej widywał plakaty: w sklepie, w knajpie, na parkanie.

      Usuń
    4. Czy ten chłop tak często w dużym mieście bywał, żeby być narażonym na atakujące go reklamy?;) Poza tym czy bimberek domowej roboty nie lepszy od miastowej wódki?;)

      Usuń
    5. W wiejskim sklepiku też plakat mógł wisieć:P Co do pędzenia bimbru przed wojną, to nie jestem pewien, czy to był masowy proceder, cukier pewnie droższy od kupnej wódki był. Chyba że znano jakąś technologię bezcukrową:)

      Usuń
    6. Cukier droższy od wódki? To już lepiej pić niż słodzić.;)

      Usuń
    7. Nie wiem, czy droższy od wódki, ale chyba nie opłacało się go kupować, żeby sobie bimbru napędzić: "W drugiej połowie lat 30. cena spadła co prawda do ok. 1 zł za kilogram, jednak z racji zubożenia społeczeństwa cukier nadal był uważany za towar niemal luksusowy, na który mogli pozwolić sobie tylko zamożniejsi obywatele." http://ciekawostkihistoryczne.pl/2011/08/09/15-dzisiejszych-zlotych-za-kilogram-cukru-tak-tyle-to-kosztowalo-w-przedwojennej-polsce/
      "przed wojną podręcznik szkolny — wypisy z literatury — kosztował 2 zł 80 gr., podczas gdy cena butelki dobrej wódki wynosiła 2,40 zł" http://dekadaliteracka.pl/index.php?id=788
      Ale znowuż szybki risercz wskazuje, że ponoć 1 kg cukru = 1 l bimbru:PP

      Usuń
    8. Czyli: Wybór należy do Ciebie, chłopie.;)

      Usuń
  5. Rozmowa o bimbrze, a mnie nie ma?! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przedstawię blogowe L4, to będę mógł tu popisać? :)

      Usuń
    2. Samogon cukrowy saute, nie jest z reguły najsmaczniejszy. Najlepiej do słoja z zacierem wwalić przeterminowane kompoty, stare soki owocowe, ewentualnie skórki z owoców południowych, choć tego ostatniego nie polecam, bo pomarańcze są teraz zabezpieczane taką ilością chemii, że. Dobre są też skórki z jabłek, ale takich ze starego sadu. Jak poznać? Sprawdzić czy robaczywe, bo robak gówna nie jada :D
      PS. Gdyby temat się rozwinął, służę pomocą. Również na priv :)

      Usuń
    3. Znawcy przyjemnie posłuchać:)

      Usuń
    4. Dodajmy, w stopniu terminującego. Prawdziwi mistrzowie mogliby pewnie książki pisać, tyle że wolą pędzić :)

      Usuń
    5. Nawet jak na terminatora wiedzę masz ogromną:) A jak z praktyką?

      Usuń
    6. W spożyciu jestem prymusem :P

      Usuń
    7. Ja tu widzę jednak pewne braki w zeznaniach: czy Ty, Bazylu, to tak wszystko sam z siebie, czy może pod wpływem reklamy na parkanie?

      Usuń
    8. Bez wnikanie w szczegóły powiem tylko tyle, że to raczej genetyczne uwarunkowania :P

      Usuń
    9. Bez wnikania w szczegóły powiem tylko, że moje genetyczne uwarunkowania ciągle stoją w piwnicy:P

      Usuń

Prześlij komentarz