Odcinek 497: David Herbert Lawrence, 1926 rok

List Friedy i Davida Herberta Lawrence do Montague Weekleya

Scandicci, willa Mirenda, 31 października 1926 roku
D. H. Lawrence i Frieda, 1923 rok.
[Frieda:]
Kochany Monty: wielką radość sprawiłeś mi swoim listem i cieszę się, że czujesz się lepiej. Patrzę z mojego okna na wolno posuwającą się procesję świateł, ale nie wiem, jakiego dziś świętego. Lawrence chodzi pisać do lasu, pisze teraz krótką powieść, jak zawsze poruszającą nowe problemy. Tym razem są to szczególne obyczaje klasowe, a może raczej dramatyczna walka duszy z ciałem, chociaż nie... źle to określiłam: z instynktami zwierzęcymi [Uwaga Lawrence'a: Hurra! Eureka!] — Co teraz robisz? Kończymy urządzać bardzo wesoły pokój, mamy tu ładne białe obicia, które można nabyć tylko we Florencji, i przez cały dzień jest w nim pełno słońca [Lawrence: W niektóre dni] i bardzo ciepło, jak w uchu. A ty, synku, siedzisz przy obrzydliwym gazowym kominku w pochmurnej Anglii [Lawrence: Poverino [biedaczek]] Ale na przyszłą wiosnę wynajmiemy jakiś dom w Anglii, będziesz do nas przyjeżdżał na weekendy i będziemy więcej ze sobą przebywali. Lawrence też tego chce, bo chciałby mieć trochę kontaktu z młodszą generacją.[...]  Lawrence mówi, że chce się dopisać, przyjedź na Boże Narodzenie, jeżeli tylko będziesz mógł — Twoja matka. 

[Lawrence:]
Kochany Monty: Twoja Mama jest cudowna, kiedy udziela dobrych rad, a jeszcze cudowniejsza, kiedy raczy je przyjmować. Sądzę, że w tym ostatnim jesteś do niej podobny.
Nie miałem żadnych dalszych wiadomości od tego aktorskiego towarzystwa, więc nie wiemy, czy w grudniu przyjedziemy do Londynu na moją sztukę. Bardzo mi się nie chce, ale Anglia oczekuje itd. — Czy nie przyjechałbyś do nas z panną Barby na Boże Narodzenie? Gdybyśmy je spędzali tutaj, mogłoby być zabawnie. Twoja Mama nie może doczekać się kogoś, kto zachwycałby się wspaniałością jej domu, bo na mnie pod tym względem nie może liczyć. Dziś jest niedziela, zapadł już wieczór i siedzimy w kuchni przy stojącej na stole lampie, Twoja matka je łyżeczką suszone daktyle, częstując mnie co chwila: „zjedz jeszcze jednego” — a ja piszę. Oto przykład naszego życia na wysokim poziomie. Pomalowałem kilka mil ram okiennych, kilka akrów drzwi i komodę, która po tym zabiegu zamieniła się w biurko, ale jeszcze daleko do końca moich robót. Tak żyje się po bohatersku a la Frieda. Mussolini mówi: „Vivi pericolosamente!” [Żyj ryzykownie], po czym uchwala nieskończoną ilość przepisów prawnych, wymierzonych przeciwko każdemu, kto odważyłby się go zaatakować. Siamo cosi [tacy jesteśmy]. Trzymaj się, chłopcze.
David Herbert Lawrence, Listy, oprac. Krystyna Stamirowska, tłum. Zofia Sroczyńska, Wydawnictwo Literackie 1984, s. 318-319.

Komentarze

  1. Ciekawy sposób pisania listów :). Na pewno ciekawie się je czytało. Ciekawe, czy Frieda czytała fragmenty napisane przez D.H przed wysłaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio był w Płaszczu podobny list na cztery ręce autorstwa Nory i Jamesa Joyce'a.
      Myślę, że Lawrence przezornie zataił przed Fridą zgryźliwe dopiski. :)

      Usuń
  2. A tam zataił;) z tego co o nim czytałam zawsze dodawał swoje trzy grosze w każdym liście;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj dodał nawet więcej niż trzy grosze, bo jego list jest chyba dłuższy niż fragment napisany przez Friedę. :)

      Usuń

Prześlij komentarz