Odcinek 495: Edmund i Juliusz de Goncourt, 1863 rok


Z dzienników Edmunda i Juliusza de Goncourt

Czwartek, 29 października 1863 rok, Croisset, w pobliżu Rouen
Na peronie dworca zastajemy Flauberta i jego brata, naczelnego chirurga szpitala w Rouen: wysoki, mefistofeliczny, z wielką czarną brodą, profil wycięty niby cień twarzy, trzyma się prosto, ciało szczupłe, giętkie jak liana... Jedziemy dorożką do Croisset, do ładnej siedziby z fasadą w stylu Ludwika XVI, u stóp zbocza na schodzącym w dół brzegu Sekwany, która wygląda tu jak odnoga jeziora i trochę ma fali morskiej.
Oto jesteśmy w tym gabinecie upartej i nieustającej pracy, który widział tyle mozołu i skąd wyszły Pani Bovary i Salambo.
Widok z okna domu Flauberta.

Dwa okna wychodzą na Sekwanę, widać wodę i przepływające statki; trzy okna otwierają się na ogród, gdzie wspaniały szpaler grabowy jakby podpierał wzniesienie za domem. Pomiędzy tymi oknami części biblioteki dębowej o skręconych kolumienkach łączą się z jej głównym korpusem, który wypełnia całą ścianę w głębi. Naprzeciw widoku na ogród, na tle białej boazerii, kominek z zegarem ojcowskim z żółtego marmuru i brązowym popiersiem Hipokratesa. Obok kiepska akwarela przedstawia omdlewającą i chorowitą Angielkę, którą Flaubert zna z Paryża. Wierzchy indyjskich szkatułek pokryte rysunkiem i oprawione jak akwarele oraz akwaforta Callota, Kuszenie św. Antoniego, są tutaj jakby wyobrażeniem talentu mistrza.
Pomiędzy oknami na Sekwanę, na kwadratowym słupku pomalo­wanym na brąz, białe marmurowe popiersie Pradiera, przedstawiające zmarłą siostrę Flauberta: dwa wielkie loki angielskie, twarz czysta i zwarta przypominająca grecką twarz z albumu. Obok kanapa-łóżko z materaca nakrytego tkaniną turecką, z mnóstwem poduszek. Pośrodku pokoju, blisko stołu, na którym szkatułka indyjska zdobna w kolorowane rysunki z umieszczonym na niej złoconym bóstwem, stół do pracy – wielki, okrągły, przykryty zielonym materiałem, gdzie pisarz zaczerpuje atrament z kałamarza-ropuchy.
Gabinet Flauberta w Croisset.
Wesoła tkanina perska w wielkie czerwone kwiaty przystraja drzwi i okna na sposób staroświecki i nieco orientalny. Tu i ówdzie, na kominku, na stołach, na półkach bibliotecznych, przyczepione albo przybite do ścian przedmioty wschodnie: amulety z zieloną patyną egipską, strzały, broń, instrumenty muzyczne, drewniana ława, na której szczepy afrykańskie śpią, kroją mięso, siadają, naczynia miedziane, szklane naszyjniki, wreszcie dwie nogi mumii: znalezione przez Flauberta w grotach Samunu, wnoszą pomiędzy książki barwę florenckiego brązu i zastygłe życie mięśni.
Edmund i Juliusz de Goncourt, Dziennik, tłum. Joanna Guze, Państwowy Instytut Wydawniczy 1988, s. 213–214.

Komentarze

  1. Myślę, że Flaubert byłby dumny z tak wycyzelowanego opisu swoich włości. Widać, że autorzy pracowicie szlifowali każde zdanie. Cudny opis!
    Wzmiankowanych nóg mumii nie zazdroszczę Flaubertowi, nawet w obliczu zbliżającego się Halloween. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nóg mumii chyba nie było w pośmiertnym spisie ruchomości Flauberta?

      Usuń
    2. Nie było, z egipskich suwenirów ostały się jeno dwa lampiony. Może używał tych nóg jako drapaczek do pleców i mu się z czasem zniszczyły?

      Usuń
    3. Albo ukradł jakiś wielbiciel pisarza:) Znalazłem stół do pracy – wielki, okrągły, przykryty zielonym materiałem, gdzie pisarz zaczerpuje atrament z kałamarza-ropuchy, niestety obrusik zmieniono, ale ropuchę widać

      Usuń
    4. Ropucha się posypała, tu link: http://www.musees-haute-normandie.fr/zoom.php3?id=25

      Usuń
    5. Było już u Lirael, ale myślę, że w tym miejscu warto znów przywołać - TUTAJ

      Usuń
    6. Na obrazku kałamarz oryginalny, ale jednak nie ropuchowaty. :)

      Usuń
  2. Ropuszka urokliwa! Ciekawe, czy Flaubert profilaktycznie obsypywał ją deszczem pocałunków. :) Ale on raczej nie czytywał baśni.
    Mahoniowy okrągły stół i zielony obrus są w pośmiertnym spisie, kałamarz też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie Flaubertowi nad tą Sekwaną nie brakowało prawdziwych ropuch do całowania:P

      Usuń
    2. Biorąc pod uwagę to, co Francuzi robią z żabimi udkami, ropuchy raczej czują się zagrożone i może wcale nie promenują swobodnie brzegami Sekwany. :)

      Usuń
  3. Kiedy to czytam, to kicham od nadmiaru kurzu, a do tego czuję się przytłoczona. u Perfekcyjnej Pani Domu takie wnętrze na pewno by nie przeszło:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jakaś wierna, stara służąca bezszelestnie odkurzała te wszystkie skarby i wnętrze wytrzymałoby test białej rękawiczki:)

      Usuń
    2. Tam ciągle furkotały skrzydła muzy, więc odkurzanie w ogóle nie było potrzebne. :)

      Usuń
  4. Dzisiaj już nikt chyba nie bawiłby się w taki opis. Wziąłby telefon - cyk cyk i MMS można wysyłać :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz