piątek, 17 sierpnia 2012

Odcinek 422: Krystyna Wańkowiczówna, 1941 rok


List Krystyny Wańkowiczówny do siostry, Marty

17 sierpnia 1941 roku
Krystyna Wańkowicz
(1919–1944).
Siedzę teraz na małej, bardzo zielonej łączce na skraju Puszczy Kampinoskiej. Tyle tylko wiem o miejscu mego biwaku, bom się tłukła całe rano jakimiś zakazanymi ścieżkami przez bajora i dziurawe mostki puszczy, aż straciłam orientację i zupełnie nie wiem, w jakim kierunku i w jakiej odległości jest dom.

Od dwudziestu czterech godzin zachowuję się jak krnąbrna pokojówka, a raczej jak zbuntowana dziopa do wszystkiego. Wszystkiemu winien sierpień. Pyszny miesiąc. Jarzębiny są już dawno czerwone, a przedwczoraj, na Zielną, na wsi tam pewnie oni pojechali do Olchowca na mszę z bukietami kwiatowo-kłosowo-owocowo-jarzynowymi. I ścierniska na święcickim gaju są najlepsze do galopów, bo podorywki jeszcze pewno nie zaczęte. W sierpniu upały są najbardziej nasycone i w żadnym innym miesiącu tak głębokie i wilgotne cienie nie leżą pod drzewami w suche, gorące dni. I żadne inne noce nie mają takiego ciemnego nieba z lecącymi gwiazdami, ani ogórków z miodem, ani pierwszych jabłek, ani takich niebieskich zmierzchów. I jeszcze nigdy sierpnia nie spędzałam w Warszawie...
Każdego roku o tej porze, kiedy zwoziło się ostatnie zagraby ze ściernisk, a pola czerniały od pierwszych podorywek, ciotka Maria mawiała, że powietrze jest jesienne, choć słońce grzało jak w czerwcu. Wtedy serce ściskało się straszliwym żalem za końcem wakacji. I wtedy było najrozkoszniej. Czy nie myślisz, że przyjemność wtedy jest najpełniejsza, gdy obok niej stoi smutek, gdy jest tym smutkiem jakby podkreślona? Dlatego lubię sierpień, że w żadnym innym miesiącu nie ma takiego natężenia radości dojrzałego, pełnego lata i tak intensywnego smutku lata przełamującego się ku jesieni jednocześnie.
Wczoraj, po okresie deszczowym, pierwszy raz wylazło na niebo słońce. Chwyciły mnie wakacyjne wspomnienia i już rano, przy motykowaniu kartofli na działce, ruszałam się jak mucha w smole, a głupie wekowanie fasoli zajęło mi całe popołudnie. Na te weki chyba kto zły urok mi rzucił: wszystkie butle mi pękły w gotowaniu, korki strzelały z hukiem w górę, rozlała się woda. Grzebałam się z tym do nocy. Uporawszy się wreszcie, wściekła i zmordowana, wypełzłam z kuchni na taras i... rozdziawiłam usta z zachwytu. Bo noc była całkiem niewarszawska. Ciepła. Z powodu godziny policyjnej cicha i pusta. Z powodu zaciemnienia – czarna zupełnie. Ogródek pachniał maciejką, petuniami i rosą. Gwiazdy leciały po ciemnym niebie tak prędko, że zanim zdążyłam wypowiedzieć życzenie, już gasły i tylko jedna smuga była po nich na niebie. Wywlekłam polowe łóżko na taras ku zgorszeniu domowej gawiedzi, żeby przed zaśnięciem załapać bodaj jedną gwiazdę i wypowiedzieć życzenie. Ale że kości bolały od okopywania grzęd, zasnęłam, ledwom się przyłożyła do poduszki. Tak więc i życzenie licho weźmie.
Kiedym się obudziła, słońce świeciło mi prosto w twarz, a pęd dzikiego wina, spuszczający się z zielonego dachu nad tarasem, jeździł mi po nosie. Ranek był... Nie, nie truchlej! Opis ranka już nie nastąpi! Liczę się z Twoimi nerwami. Więc żeby znaleźć trafne a lakoniczne określenie: ranek był sierpniowy („rezeda pachnie jak rezeda”). Wy­skoczyłam z łóżka, które nie omieszkało się z hukiem zawalić, pogna­łam pod prysznic, wypiłam szklankę wczoraj zdobytego mleka, podpompowałam opony rowerowe i zwiałam szosą modlińską zostawiając nie posłane łóżko, brudne naczynia i cały ranny bałagan domowy na biednej głowie mamowej. Zapakowałam się na jakieś karkołomne leśne ścieżki, starym zwyczajem waląc się z rowerem w każdej głębszej koleinie, podrapałam łydki, obgryzły mnie komary, zgubiłam kierunek, w jakiejś leśnej chałupie wyżłopałam litr wody i zwycięsko wychynęłam na kraj lasu na jakąś słoneczną łoneczkę, na której się już dekuję dobre parę godzin. Mam mocne postanowienie nieruszania się stąd do wieczora. Leżę na trawie i dobrze mi.
Melchior i Krystyna Wańkowiczowie, Korespondencja, oprac. Aleksandra Ziółkowska, Twój Styl 1993, s. 108–109.

46 komentarzy:

  1. To piękne, że w 1941 roku zdarzały się chwile, gdy ogródek pachniał maciejką, petuniami i rosą, a nocami spadały gwiazdy.
    Chylę czoła przed talentem literackim Krysi. Tili na pewno wcale nie truchlała, tylko czytała ten list z zachwytem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dumny ojciec dopisał pod kopią listu: "Jakie to piękne!"

      Usuń
    2. Wcale mu się nie dziwię. :)
      Mam nadzieję, że niedługo uda mi się odświeżyć znajomość z "Zielem na kraterze". Przy pierwszej lekturze ryczałam jak bóbr przez kilka dni.

      Usuń
    3. Też bym sobie Ziele odświeżył, ale najpierw Karafka La Fontaine'a:)

      Usuń
    4. Karafka jest groźna. U mnie spowodowała nadmierne zamiłowanie do stosowania zdań wtrąconych i nawiasów. Ale z drugiej strony, zawsze mogę powiedzieć, że mam jakąś cechę wspólną z Wańkowiczem:P

      Usuń
    5. Karafka mocno pękata, odświeżanie zajmie sporo czasu. :)

      Usuń
    6. ~ Momarta
      Groźna i wciągająca niczym trzęsawiska. Uwielbiam rozdział o przyzwyczajeniach różnych pisarzy. Żadnych składniowych naleciałości u siebie nie dostrzegłam. :)

      Usuń
    7. Ja może za młoda byłam, jak czytałam. Styl mi się dopiero kształtował, a że trafiło na wielce wpływowego nauczyciela, cóż... (a jak teraz pomyślę o tych, co im się styl kształtuje na "Zmierzchu" czy innych takich, to od razu mam ich ochotę przytulić)

      Usuń
    8. Obawiam się, że oni woleliby od przytulenia wampiryczne ukąszenie. :P

      Usuń
  2. Jaka szkoda, że taki talent się zmarnował...
    Chyba też sobie powtórzę "Ziele..." a jeszcze spadkowe "Tedy i owędy" wreszcie trzeba by przeczytać. Może wrzesień z Wańkowiczem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrzesień to może nie, ale październik? Jestem za:)

      Usuń
    2. Doskonały pomysł! I jeszcze koniecznie "Szczenięce lata"! Bardzo mnie kusi też amerykańska trylogia królikowa. :)

      Usuń
    3. To co? Anek7 organizuje "Październik z Wańkowiczem"?? :DD

      Usuń
    4. Może i racja, że październik, bo we wrześniu z czasem nieco skąpo będzie - trzeba do pracy wrócić, szkolne stado ogarnąć, domowego pierwszaka wbić w tory naukowe, a jeszcze sie na zlot B-NETki wybieram...

      A przy okazji - do kiedy jest moderacja w "Płaszczu"? Bo czytam codziennie, ale komcie piszę, jak mam coś konkretnego do powiedzenia i dopiero dzisiaj zauważyłam, że trzeba czekać na akceptację.

      Usuń
    5. Jest do odwołania w związku z licznymi wizytami wulgarnego trolla, niestety:( Ale możemy na Ciebie liczyć w październiku w związku z Wańkowiczem?:)

      Usuń
    6. A nie wystarczy, że wpadłam na fajny pomysł?
      Bo organizacyjnie to ja raczej słaba jestem, a jak już chodzi o jakieś banerki, grafiki i tym podobne to ZUPEŁNIE nie wiem jak to ugryźć...

      Usuń
    7. Na czytanie dobrych książek zawsze jestem chętna:)

      Usuń
    8. Sprytnie, sprytnie z tym pomysłem:)) Myślę, że wystarczy jak napiszesz u siebie obwieszczenie, a potem będziesz w komentarzach zbierała linki do recenzji. Po mnie za to chodzi Żeromski, ale to na 2013 rok najwcześniej.

      Usuń
    9. Ja też przyklaskuję. Wszystko mi jedno kto będzie robił, byleby ktoś zrobił:P
      Żeromski??? Litości nie znasz?

      Usuń
    10. No przecież nie ma przymusu, żeby czytać Żeromskiego:P Za mną chodzi od dawna i mam cały rząd nieprzeczytanych Żeromskich.

      Usuń
    11. Ja mam cały rząd przeczytanych, niestety. Na wszystko nie pluję. Jak pomyślę, to nawet na sporo nie pluję. Ale te na które pluję psują całe dobre wrażenie wywołane przez te pierwsze...

      Usuń
    12. Będziesz miała okazję popluć publicznie:)

      Usuń
    13. U mnie też rząd nieprzeczytanych Żeromskich pojękuje z wyrzutem - oprócz lektur szkolnych to tylko "Wierną rzekę" czytałam.

      W liceum próbowałam "Dzieje grzechu" ale jakoś nie zaskoczyło.
      Ale w stadzie... znaczy się grupie czytelników to może bym się na "Popioły" porwała?

      Usuń
    14. Też mnie Popioły kuszą, i Dzieje grzechu, i jakiś dramat, i powtórka Syzyfowych prac. O Dziennikach nie wspomnę:P

      Usuń
    15. Kilka miesięcy temu zajrzałam do "Popiołów" pod kątem jakiejś notki płaszczowej (chodziło o bal) i muszę powiedzieć, że uległam lekkiemu oczarowaniu. Też mam tę powieść w planach. :)

      Usuń
    16. Popiołów, fakt, nie czytałam. Dzienników zresztą też nie, ale tu mi w zupełności wystarczą wybrane przez innych fragmenty;)
      Przetrawię. W końcu na dźwięk nazwiska Judym, moje młodociane serce zawsze szybciej biło!

      Usuń
  3. Zachwyty nad sierpniem w pełni podzielam. Uważam dokładnie tak samo, tylko pewnie nie umiałabym tak tego opisać.
    I jakżeż miło, że już w 1941 weki wybuchały (pewnie wtedy wybuchało też znacznie więcej innych rzeczy, ale na szczęście nie w tym odcinku). 2012 rok nastał, a nic się nie zmieniło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weków już się tyle nie robi:P

      Usuń
    2. Kto nie robi, ten nie robi. Chętnych do mycia piekarnika po spektakularnym wybuchu słoików z zawekowaną cukinią zapraszam, najchętniej w licznych grupach:P

      Usuń
    3. Moja cukinia marne plony daje, nie ma co wekować:( Rozumiem, że po wysprzątaniu kuchni ugościsz grupę sprzątającą leczo?

      Usuń
    4. To nie była cukinia na leczo, ale na sosy rozmaite do makaronu. Leczo wychodzi mi wyłącznie w ilościach hurtowych, więc chętnie, chętnie, mąż i dzieci ucieszą się, że nie będą musieli sami jeść tego przez tydzień!

      Usuń
    5. A leczo się chyba słabo mrozi?

      Usuń
    6. Jak się mrozi nie wiem, bo mam mało pakowną zamrażarkę. Wekuje się nieźle i nie wybucha. Czy pytanie o mróz sugeruje, że ekipa sprzątająca przyjedzie dopiero zimą?:)

      Usuń
    7. Chodzi o uchronienie Twojej rodziny przed leczową monotonią. Zimą pewnie by chętniej zjedli.

      Usuń
    8. Widzę, że o cukinii piszecie. Mam wielki okaz do zagospodarowania - to leczo to dobre jest? A weki (chociaż raczej twisty) to nawet ja w tym roku robiłam. Pierwszy raz w życiu :D

      Usuń
    9. Leczo pyszne, z kiełbaską najlepsze:) Grunt, żeby cukinii nie rozgotować na papkę. A z czym te twisty robiłaś?

      Usuń
    10. Robiłam powidła, konfitury z gruszek, ogórasy na różne sposoby,a ostatnio pomidory.
      Lirael - wielkie dzięki!

      Usuń
    11. Pracowita pszczółka z Ciebie:)

      Usuń
    12. Się postarałam. Mam nadzieję, że większość jednak dotrwa do zimy i się nie zepsuje do tego czasu...

      Usuń
    13. Mam nadzieję, że przepis się przyda. Konfitury z gruszek rozpaliły moją wyobraźnię. :P Muszą być pyszne.

      Usuń
    14. Dodałam do nich trochę wanilii. To, co zjedliśmy na bieżąco było pyszne :D Co będzie dalej, zobaczymy :D

      Usuń
    15. Lirael - przepis na leczo wypróbowany! Wyszły pyszności! Dziękuję

      Usuń
    16. Cieszę się, że Ci smakowało. :)

      Usuń
  4. Od razu przychodzi do glowy ten sierpien trzy lata pozniej. Rzeczywiscie piekno staje sie wyrazistsze dzieki temu smutkowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Piękno staje się wyrazistsze dzięki temu smutkowi" - jak wspaniale wyraziłaś słowami moje odczucia.

      Usuń