poniedziałek, 4 czerwca 2012

Odcinek 348: Jarosław Iwaszkiewicz, 1942 rok

Z dziennika Jarosława Iwaszkiewicza

4 czerwca 1942 roku
Barbara Drapczyńska i Krzysztof Kamil Baczyński.
Wczoraj odbył się ślub Krzysztofa Baczyńskiego z Basią Drapczyńską. W kościele na Powiślu. Przywiozłem im olbrzymi bukiet bzów, które w tym roku wyjątkowo obficie kwitną na Stawisku. Białych i niebieskich (jak mówi Wanda Telakowska, twierdząc, że określenie „liliowy” jest nazwą koloru konfekcyjną i prawdziwie kulturalny człowiek nie powinien jej używać). Jak w zeszłym roku chrzciny, tak w tym roku śluby - szalona na to jest moda - i wszystkie albo prawie wszystkie przy mszy rzymskiej, co długo trwa, ale wygląda bardzo uroczyście. Baczyńscy przystępowali do komunii, oboje tacy drobni, malutcy, dziecinni, powiedziałem potem, że wyglądało to nie na ślub, a na pierwszą komunię. Krzysztof bardzo wzruszony. Z początku nie bardzo go lubiłem, taki był szalenie pewny swoich wierszy. Pamiętam, jak czytał je u nas po raz pierwszy na Nowy Rok 1942, i kiedy spróbowałem mu zrobić parę uwag; jak się od razu postawił okoniem, jak bronił swoich poezji, jakbym ja je atakował z całą powagą. Bardzo mnie to rozśmieszyło, ale kiedy na wiosnę zamieszkał u nas na parę tygodni lecząc się na tę swoją astmę (Podkowa Leśna doskonale mu robiła na te ataki), kiedy tu posiedział trochę razem ze Stasiem Piętakiem, kiedy zaprzyjaźnił się z dziewczynkami, polubiłem go bardzo. Trzeba tylko do niego trafić poprzez tę skorupę, którą on na siebie nakłada przez młodzieńczą nieśmiałość, przez pewną szorstkość młodości. Wiersze jego nie wszystkie lubię, ale zadziwia mnie łatwość, z jaką je pisze, i jakie mnóstwo! Może trochę za dużo. Basi, jego żony, prawie nie znam, choć chodziła ona na moje wykłady o poezji. Zdaje się, inteligentna dziewczyna. Krzysztof pierwszego skończył dwadzieścia jeden lat [pomyłka autora. Baczyński skończył dwadzieścia jeden lat 22 stycznia 1942 roku], a trzeciego się ożenił. I teraz tak ciągle takie dzieci się żenią. Krzysztof był bardzo serdeczny dla mnie i dziękował za kwiaty, rzeczywiście wyglądały wspaniale. Mają być u nas za parę dni z pierwszą wizytą. Śmieszne dzieciaki.
Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1911-1955, t. 1, oprac. Agnieszka Papieska, Robert Papieski, Radosław Romaniuk, Tomasz Wójcik, Tomasz Wroczyński, Czytelnik 2008, s. 197-198.

6 komentarzy:

  1. Kiedy się trochę zna jego twórczość, na prawdę trudno zrozumieć jak dobry pisarz i człowiek, który wykazał się charakterem w czasie okupacji mógł potem w życiu publicznym okazać się miernotą ale jak widać talentowi nie zawsze towarzyszą przymioty charakteru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten problem, zdaje się, nie doczekał się jeszcze satysfakcjonującego wyjaśnienia.

      Usuń
    2. czemu miernota?

      Usuń
  2. Mimo wszystko lubię go czytać.
    A "Dzienniki" w szczególności.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Florentyno: znam dzienniki na razie fragmentarycznie, ale rzeczywiście zrobiły na mnie dużo większe wrażenie, niż te kilka opowiadań, które dotąd czytałem.

    OdpowiedzUsuń
  4. A po latach się okazało, że wierszy wcale nie było za dużo... zważywszy, że KKB miał przed sobą niewiele ponad dwa lata życia.

    OdpowiedzUsuń