Odcinek 301: Jerzy Andrzejewski, 1981 rok

Z dziennika Jerzego Andrzejewskiego

18 kwietnia 1981 roku - Wielka Środa
W Telewizyjnym Dzienniku jedna scenka, którą mógłby wy­myślić Mrożek, lecz, niestety, wymyśliło ją życie: krótka rozmo­wa reportera z ośmio-, dziewięcioletnimi brzdącami o ich udziale w kolejkach do sklepów spożywczych i mięsnych oraz co myślą o zachowaniu się dorosłych. Dzieciaki odpowiadały chętnie, rezo­lutnie i rzeczowo. Owszem, więcej czasu spędzają w kolejkach aniżeli na zabawach. Nieraz „pilnują  miejsca w trzech kolej­kach. Nie wydają się tą swoją działalnością ani zdziwione, ani z niej niezadowolone. Uważają to za rzecz całkiem naturalną. Do­rośli? Mają na ten temat zdanie zdecydowane. Dorośli zachowują się w kolejkach źle, kłócą się i dają dzieciom niedobry przykład. A jedna dziewczynka stwierdziła, że tabliczka czekolady ma 24 kwadraciki i gdyby zjadała jeden kwadracik dziennie, toby i na wszystkie dni miesiąca nie starczyło. 
Jerzy Andrzejewski, Gra z cieniem, Czytelnik 1987, s. 212.

Komentarze

  1. Nie byłem dzieckiem kolejkowym. Na pewno stałem po pomarańcze, które dziwnym trafem rzucono latem, a nie przed Bożym Narodzeniem. Kolejek przed piekarnią po świeży chleb nie liczę:P

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem dzieckiem, które pamięta jak przez mgłę, że stało w kolejce z tatą po mięso, a pani sprzedawczyni bawiła się w prace ręczne przy obcinaniu kartek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co więcej, po wycięciu sprzedawczyni bawiła się w przyklejanie tych odcinków na wielki arkusz papieru:P

      Usuń
  3. Chętnie obejrzałabym ww. program.
    Mnie się zdarzyło kilka razy stać/siedzieć z rodzicielką w kolejce po jakieś mięsne resztki (inaczej tego nie sposób nazwać), na szczęście niewiele pamiętam, bo zawsze coś wtedy czytałam i nie zwracałam uwagi na otoczenie. Pamiętam natomiast dużą torbę żółtych landrynek (ok. 1 kg) zakupioną przez ojca od pana zaopatrzeniowca. Ważna zdobycz, która później zalegała w barku - jakoś nie chciało nam się jeść tych rarytasów.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potem już nie było takich landrynek, które od odrobiny wilgoci albo ciepła zbijały się w wielką kulę razem z papierową torebką:) Znajomi rodziców ponoć gotowali kompot z landrynek, ale nie dane mi było spróbować tego specjału.

      Usuń
    2. Te akurat były w foliowej torebce, ale i tak zaczęły się sklejać. Kompot z landrynek (albo napój owocowy) to było dość popularne rozwiązanie.;)

      Usuń
    3. Mówisz, że popularne? U mnie w domu nie bywało, nie wiem, czy z braku landrynek, czy dlatego, że zawsze się parę jabłek na kompot znalazło:)

      Usuń
  4. U mnie też się takich wynalazków nie pijało, ale u innych - tak. Swoją drogą braki w zaopatrzeniu na pewno rozwinęły kreatywność gospodyń domowych.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy kryzys rozwija pomysłowość. Jak to było w Alternatywy 4: "Przesyłam ci przepis na tort z dyni bez jajek i cukru...":D

      Usuń
    2. Ciekawe, czy z mąką.;)
      Co prawda to wcześniejsze lata, ale w Czterdziestolatku w odc. "Kosztowny drobiazg czyli rewizyta" też było interesujące menu wyklarowane Karolowi: gruziński koniak udający francuski, śledzie a la łosoś itd.

      Usuń
    3. Może z mąką dyniową:P Alternatywy 4: indyk a la łosoś, indyk a la flaczki, indyk a la szynka:P

      Usuń
    4. Wiem, że w cukierniach marchewka nagminnie udawała różne egzotyczne owoce. I ponoć niektórzy do dzisiaj stosują takie podmiany.;)

      Usuń
    5. Na wszystko znajdzie się zamiennik. Chociaż pamiętam ogłoszenie z witryny u Bliklego: "Skupujemy skórkę pomarańczową":)

      Usuń
    6. A tak, było takie ogłoszenie. Lubię karmelizowaną skórkę pomarańczową, nawet bez polewy czekoladowej.;)

      Usuń
    7. Nie jestem amatorem, nawet w czekoladzie:)

      Usuń
  5. Było też coś takiego jak wyrób czekoladopodobny:) Ale czy nie uważacie, że smak niektórych rzeczy był wspaniały, dzisiaj nie ma już takiego ptasiego mleczka, takiej wedlowskiej czekolady, szynki konserwowej, która lepiej smakowała niż dzisiejsze swierze wędliny, kawa nie pachnie już tak aromatycznie...Dodają do wszystkiego jakieś dosmaczacze i inne konserwanty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już chyba wchodzimy w sferę mitologii:P Dziś glutaminian, wtedy dynia jako wypełniacz w dżemie pomarańczowym ze skórek. Kawa w srebrnej torebce z zieloną filiżanką - kwaśna okropnie; zawsze podejrzewałem, że były to głównie zmiotki z podłogi magazynu:)) Ale fakt, ptasie mleczko było lepsze, może dlatego, że miało urok rzadkiego rarytasu. A wyroby czekoladopodobne mają się dobrze, nie daj materio dziecku kupić "czekoladowego" zajączka na Wielkanoc:P

      Usuń
    2. Mnie ówczesne delicje smakowały lepiej niż dzisiejsze. Ale to może być sentymentu i kiepskiej dostępności.
      Kawę z filiżanką pamiętam, plus to nieszczęsne mielenie w sklepie na życzenie - panie sobie przeważnie jakąś "działkę" za usługę odejmowały. Zresztą panie sklepowe to temat rzeka, dla mnie niektóre (zwłaszcza kierowniczki sklepów mięsnych) przypominają "Króla szczurów" - w czasach opresji istne królowe, a po 1989 r. mocno rozbite z powodu nowej sytuacji na rynku.

      Usuń
    3. Sprostowanie - nie "Król szczurów", a główny dorosły bohater z "Imperium słońca".

      Usuń
    4. Delicje zawsze miały podsuszony biszkopcik, nie to co teraz:) A galaretką można było oko podbić, na porządnej żelatynie robiona, a nie tam na jakichś wynalazkach z glonów:))

      Usuń
    5. Król szczurów po wyzwoleniu obozu też był chyba zagubiony, o ile pamiętam?

      Usuń
    6. Nie wnikałam w składniki delicji, ale czekolada miała dobry smak. I ten zapach cytrusów... (sztuczny, ale smakowity;).
      Też mi się wydaje, że Król szczurów marnie skończył, lepiej pamiętam bohatera Malkovicha z filmu.

      Usuń
    7. Filmu nie widziałem. A czekolada z Zakładów im. 22 Lipca była dużo lepsza od obecnych wyrobów wedlowskich, no ale to wiadomo:)

      Usuń
    8. Naprawdę? Nie kupuję teraz Wedla, bo jest drogi, podjadam tylko wafelki wedlowskie. Wiem jedno - czekolada na gorąco w salonie Wedla to na moje podniebienie ledwie gęste kakao.

      Usuń
    9. Moim prywatnym zdaniem to już nie to i też unikam kupowania, ale dla dziadków to dalej synonim najlepszych słodyczy i kupują wnuczkom:( A na czekoladę w salonie nigdy nie dotarłem:(

      Usuń
    10. Po ostatniej wizycie w salonie na Szpitalnej powiedziałam sobie basta! W ceny chyba wliczono wystrój wnętrz, kelnerka 3x w ciągu godziny przerywała nam posiedzenie z pytaniem, czy jesteśmy zadowolenie (czytaj: czy długo zamierzają Państwo bezproduktywnie okupować te marketingowo cenne miejsca). Na szczęście w okolicy są inne czekoladziarnie.;)

      Usuń
    11. No bo doprawdy, plotki urządzaj sobie w prywatnych lokalach, a w salonie ma być przerób, 15 minut na klienta i do domu, jak w NFZ:PP

      Usuń
    12. Niestety tak najwyraźniej jest i tym bardziej zaskakują mnie kolejki czekające na wolne stoliki. Marka trzyma się wciąż dobrze.;)

      Usuń
    13. To nic dziwnego, że was kelnerka popędzała, skoro tłum jej dyszał w plecy:P Swoją drogą, ja to się rozbestwiłem i jak widzę kolejkę, to wychodzę (no może poza przychodnią:().

      Usuń
    14. A wiesz, że coś w tym jest? Też robię w tył zwrot. I wychodzę z knajpy, jeśli w ciągu 10 min nie pojawi się kelner.;)

      Usuń
    15. Zepsuł nas rozpasany kapitalizm, chociaż wolę myśleć, że to właśnie przejaw otrząśnięcia się z socjalistycznych nawyków, kiedy człowiek czekał w pokorze do usmarkanej śmierci aż jakaś okienkowa królowa raczy zwrócić uwagę na niego:P

      Usuń
    16. Ja też to postrzegam jako przejście na normalny tryb obsługi klienta.;) W przychodniach pokutują niestety jeszcze dawne nawyki, także w niektórych prywatnych.

      Usuń
    17. Teraz to one prawie wszystkie prywatne, ale skoro płaci NFZ, a nie pacjent, to można się nie przejmować chorym. Szkoły byłyby idealnymi placówkami bez uczniów, a przychodnie bez pacjentów, na dodatek nie generowałyby kosztów:P

      Usuń
    18. Towarzystwo widzę rozbestwione, po kawiarniach się rozbija...

      Usuń
    19. Prędzej po przychodniach pediatrycznych:PP

      Usuń
    20. Z przychodni do kawiarni - żabi skok...

      Usuń
    21. Na dodatek od samego rana marudzi.;)

      Usuń
    22. U nas koło przychodni żabim skokiem można trafić co najwyżej w błotnistą kałużę:))

      Usuń
    23. Pogoda taka, że zjadłoby się albo napiło czekolady - a tu się okazuje, że nic z tego:P

      Usuń

Prześlij komentarz