niedziela, 25 marca 2012

Odcinek 277: Anne Frank, 1943 rok

Z dziennika Anne Frank

Czwartek, 25 marca 1943 roku
Kochana Kitty,
Anne Frank z rodzicami i siostrą.
Mama, tata, Margot i ja siedzieliśmy sobie wczoraj przyjemnie razem; nagle wszedł Peter i szepnął tacie coś do ucha. Usłyszałam jakieś „beczka przewrócona w magazynie” i „ktoś grzebał przy drzwiach”.
Margot też to zrozumiała, ale próbowała mnie jeszcze trochę uspokoić, bo zrobiłam się oczywiście biała jak kreda i byłam bardzo zdenerwowana. My w trójkę czekałyśmy; tata z Peterem poszli w tym czasie na dół. Nie minęły dwie minuty, a pani van Daan przyszła na górę, powiedziała, że Pim [ojciec Anne] poprosił ją o wyłączenie radia i pójście po cichu na górę. Ale tak to jest, że gdy się chce chodzić bardzo cicho, to stopnie starych schodów trzeszczą akurat dwa razy głośniej. Po pięciu minutach przyszli Peter z Pimem, biali po czubki nosów i opowiedzieli o swoich przeżyciach. Usadowili się pod schodami i czekali, bez rezultatu. Nagle, tak, tak, usłyszeli dwa mocne uderzenia, jakby tu w domu ktoś zatrzasnął dwoje drzwi. Pim jednym skokiem był na górze, Peter ostrzegł jeszcze najpierw Dussela, który robiąc wiele ceregieli i szumu znalazł się w końcu na górze. Na bosaka poszliśmy piętro wyżej do rodziny van Daanów. Pan był strasznie przeziębiony i leżał już w łóżku, więc zgromadziliśmy się przy jego łożu i szeptaliśmy o naszych przypuszczeniach. Za każdym razem, gdy pan głośno kaszlał, myślałyśmy z panią, że nas sparaliżuje ze strachu. Trwało to tak długo, aż jedno z nas wpadło na świetny pomysł, żeby mu dać kodeinę. Kaszel natychmiast ustąpił.
Znowu czekamy i czekamy, ale niczego więcej nie słychać i właściwie wszyscy teraz sądzimy, że złodzieje, usłyszawszy kroki w tak zwykle cichym domu, wzięli nogi za pas. Nieszczęściem było też, że radio na dole było jeszcze nastawione na Anglię, a obok niego stały półkolem krzesła. Gdyby teraz sforsowano drzwi, a służba ochrony przeciwlotniczej zauważyła to i ostrzegła policję, to mogłyby z tego zdarzenia wypłynąć bardzo nieprzyjemne skutki. Pan van Daan wstał więc, ubrał spodnie i marynarkę, nałożył kapelusz i bardzo ostrożnie zszedł za tatą po schodach, za nim poszedł Peter, który na wszelki wypadek uzbrojony był w ciężki młotek. Panie (łącznie z Margot i ze mną) czekały w napięciu na górze, aż pięć minut później z powrotem pojawili się panowie i powiedzieli, że wszystko w domu jest w porządku.  [...]
Uspokoiliśmy się trochę, gdyż od około kwadransa po ósmej, gdy nasz dom z powodu złodzieja przestał być bezpieczny, do wpół do jedenastej niczego więcej nie słyszeliśmy. Przy dokładniejszym zastanowieniu się wydało się nam też bardzo nieprawdopodobne, żeby jakiś złodziej wyłamywał drzwi tak wcześnie wieczorem, gdy ulicą mogą jeszcze chodzić ludzie. [...]
Poszliśmy do łóżek, ale sen nie u wszystkich nadchodził. Tata, mama i pan Dussel nie mogli wcale zasnąć, a ja, przesadzając odrobinę, mogę powiedzieć, że nie zmrużyłam oka. Dziś rano panowie zeszli na dół i pociągnęli za drzwi zewnętrzne, czy były jeszcze zamknięte na klucz, ale wszystko było bezpieczne! [...]
Twoja Anne [...]
Anne Frank, Dziennik (Oficyna), tłum. Alicja Dehue-Oczko, SAWW 1993, s. 81–82.

8 komentarzy:

  1. Za każdym razem, gdy pan głośno kaszlał, myślałyśmy z panią, że nas sparaliżuje ze strachu - ten fragment mnie po prostu zmroził. Trudno w ogóle sobie wyobrazić, jak wyglądało życie w ukryciu, a już zwłaszcza czym było dla dziecka w wieku Anne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie w ukryciu narzucało najrozmaitsze ograniczenia. Państwo Frank i ich znajomi i tak mieli wyjątkowo dobre warunki, całą oficynę z udogodnieniami, a nie błotnistą jamę w ziemi czy kąt za szafą.

      Usuń
  2. Dodam jeszcze, że w zapowiedziach wydawniczych na kwiecień jest książka Francine Prose o Anne i jej dzienniku. Okazuje się, że ojciec usunął jakieś fragmenty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tekst był kilkakrotnie redagowany, łączono dwie wersje dziennika, usuwano fragmenty nieodpowiednie dla młodzieży, zbyt ostre oceny ukrywających się itp. Doszło do tego, że polskie wydanie z lat 60. było obszerniejsze niż wydanie holenderskie - Polacy tłumaczyli z wersji niemieckiej, która mniej rygorystycznie podeszła do pewnych fragmentów. Książka Prose już się ponoć ukazała, zapowiada się ciekawie.

      Usuń
    2. Szkoda, że te fragmenty zostały usunięte, ale rozumiem intencje.
      Książka Prose może być naprawdę niezła: http://tinyurl.com/72cgv24
      Jedno z głównych założeń to chyba opinia, że poza wartością dokumentalną dziennik Anne jest wybitnym dziełem literackim.

      Usuń
    3. Obecne polskie tłumaczenie jest już zrobione z pełnej wersji holenderskiej i uwzględnia oryginalny styl tekstu: germanizmy, neologizmy (Anne nauczyła się niderlandzkiego w szkole), "sposób formułowania myśli, który chwilami bywa dziecinny i niepoprawny, chwilami zaś jest bardzo dojrzały".

      Usuń
    4. Wszystko wskazuje na to, że lektura obowiązkowa. Niesamowite wrażenie robią na mnie zdjęcia Anne z okładki, na wersji angielskiej jest ich jeszcze więcej.

      Usuń
    5. Dziennik zdecydowanie warto przeczytać, najlepiej w wersji tłumaczonej z oryginału, więc któreś wydanie począwszy od lat 90.

      Usuń