Odcinek 273: Józef Kotarbiński, 1895 rok

List Józefa Kotarbińskiego do żony, Lucyny

Warszawa, 21 marca 1895 roku
Droga Lucusiu!
Józef Kotarbiński
Żałuj, żeś wczoraj nie była w Salach Redutowych. Twój małżonek wszedł na estradę, a tu huknęło brawo jednomyślnie trwające z parę minut. Stałem, stałem i kłaniałem się... Umilkli. Zaczynam mówić i czuję, że mi głos trochę w gardle ściska ze wzruszenia. Ale nic, jadę dalej: Żale Gustawa, potem Różę. Byłem tego dnia niedysponowany na żołądek, zapewne z żółci, wskutek scen ostatnich. Ale nic, zbieram się na pazury. Wrażenie duże, wywołują 4 razy. Drugi numer w drugiej części. Oklask powitalny prawie taki sam co pierwszy. Mówię Pigmaliona. Jestem w pełni władania głosem, mówię szeroko, żywo i miejscami namiętnie. Rzecz wyszła efektowniej, aniżelim myślał, i zrobiła duże wrażenie. Recenzje dzisiaj w „Kurierze Warszawskim” i „Porannym” świetne. Jednym słowem przyjęcie entuzjastyczne w całym znaczeniu tego słowa. Ty, kochanko, w domu zastałaś chorobę, wiem o tym niestety i żal mi Was bardzo, chociaż pewnie Helenie [Egerowej, siostrze Lucyny] teraz już lepiej. Tylko niech się parę tygodni pilnuje.
Ja tu mam ciszę i spokój teraz, więc posiedzę. Zabieram się zaraz do roboty. Po południu mam być u Folandów i u Marynowskich, którzy mnie zaprosili. Wczoraj po koncercie byłem ze Święcickim i Barylskim u Millera. Oni pili, ja piłem bulion i kawę czarną tylko, dziś mi lepiej, leczę się głodem. Święcicki opowiadał przez dwie godziny antyczne wspomnienia, z właściwą sobie furią. Zresztą dobrze się bawiłem, rozmawialiśmy wesoło, facecje prawili. Lubią mnie te chłopy i w Warszawie lubią, czułem serce we wczorajszym przyjęciu. [...]
Wrócę do Krakowa, gdy będzie potrzeba. Obecny spokój jest mi na zdrowie. W każdym razie na Twoje wezwanie wrócę. Moja najmilsza i najdroższa, tylko do Ciebie mi tęskno w Krakowie.
Całuję Cię 189 795 i 1/2 razy.
Twój Józef
Listy Lucyny i Józefa Kotarbińskich, oprac. Zofia Jasińska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1978, s. 60–61.

Komentarze

  1. Zaciekawiła mnie ta niedyspozycja z "z żółci, wskutek scen ostatnich". Wiadomo, co się wydarzyło, że biedny pan Józef musiał się ograniczać do bulionu i kawy?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, wiadomo:P Miał problemy finansowe, problemy w teatrze, któremu dyrektorował i dużo zdrowia kosztował go szwagier, który zdradzał szwagierkę. Więcej szczegółów jest w komentarzach do poprzedniego listu Kotarbińskiego.

      Usuń
    2. Czyli, że mam sobie sama poszukać:P

      Usuń
    3. Właściwie tak:P Ale nie będę taki nieużyty: "dyrektor krakowskiego teatru Tadeusz Pawlikowski porzucił swoją żonę Idalę, siostrę Józefa, dla flamy. Skandal piętrowy, gorzkie narzekania na Kraków i Pawlikowskiego w listach:)"

      Usuń
    4. To akurat już znalazłam:P

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Bo zapowiadałeś, że w starych komentarzach znajdę nie wiadomo co, a wszystko zamyka się w tych dwóch zdaniach, które zacytowałeś:P

      Usuń
    2. Wydawało mi się, że się bardziej wgłębiliśmy w temat:( W każdym razie pan Józef reagował żołądkowo na wszystkie przykrości, mam wrażenie, że trochę był cholerykiem.

      Usuń
    3. Hm... ja żołądkowo reaguję na stres, ale mam nadzieję, że nie jestem choleryczką (nie mylić z cholerą:P)

      Usuń
    4. A jemu się pewnie zwiększało wydzielanie żółci:P

      Usuń
    5. I pluł nią wokół?:P

      Usuń
    6. Możliwe. Mógł też nasycać nią listy do żony:)

      Usuń
  3. Całuję Cię 189 795 i 1/2 razy - cóż za skrupulatny rejestr buziaków przesyłanych Lucusi.:D Ciekawe, ile jest w następnym liście. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny list Józefa jest dopiero z czerwca, więc pewnie przez trzy miesiące nacieszył się żoną, bo napisał "Całuję Cię po tysiąc razy, Lucusiu moja najdroższa":)

      Usuń
    2. Albo może liczba skumulowanych przez te trzy miesiące całusków była tak wielka, że ją zaokrąglił. :)

      Usuń
    3. A pół całusa to jak? Jedną wargą?

      Usuń
    4. Może to były całusy półgębkiem. :)

      Usuń

Prześlij komentarz