Odcinek 260: Zdzisław Beksiński, 2004 rok

E-mail Zdzisława Beksińskiego do Liliany Śnieg-Czaplewskiej
 
8 marca 2004 roku
Subject: Re: przedmioty a pamięć
Rodzina Beksińskich, lata sześćdziesiąte
Kurczę! Marchewkowa kanapa jest moim najpiękniejszym, wręcz ulubionym meblem i czuję się boleśnie dotknięty, że się Pani nie podoba. Nie nakryję jej narzutą, bo po pierwsze jestem z niej dumny, a po drugie im mniej szmat, tym lepiej. Doznania, jakie się ma w kontakcie z przedmiotami, które należały do bliskich osób, są wspólne nam wszystkim, i do dziś jakieś drobiazgi po ojcu trzymam w domu, ale nie można trzymać wszystkiego. Porcelana i srebra rodzinne były jeszcze po dziadkach – używało się tego od świąt i wielkiego dzwonu, ale ze wszystkim rozstałem się po śmierci syna. Jestem już w sposób ostateczny sam i bez spadkobierców. W którymś momencie trzeba wbrew sobie wiele rzeczy zniszczyć, choćby listy, które pisałem do żony i które ona przez całe życie przechowywała, bo chyba były dla niej ważne, no, ale sam w każdej sekundzie mogę się przekręcić, a te listy nie mogły zostać. Choćby dziennik Tomka prowadzony na dziesiątkach kaset dyktafonu. Polecił go zniszczyć, lecz pozwolił mi przesłuchać, ale w końcu nie dałem psychicznie rady całego przesłuchać i zniszczyłem, bo były tam po nazwisku osoby trzecie, takie jakie widzę czasami w TV. Zebrałem więc siły i spaliłem. Za każdym razem czułem się tak, jakbym dokonywał egzekucji. Także na sobie. W mieszkaniu Tomka, które teraz sprzedałem, przechowywana była w workach plastikowych przez kilka lat bielizna pościelowa i ciuchy żony, jakaś kołdra puchowa dla mnie, z której była dumna, ale gdy to teraz ruszono, to ze środka wyleciały setki moli, więc wszystko zostało spalone. Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz. Nie mogę żyć z upiorami, szczególnie, że sam niedługo nim zostanę. Można było niczego w mieszkaniu nie zmieniać, ale wtedy zrobiłaby się kapliczka z „Pałuby” Irzykowskiego. Nie można zatrzymać czasu. Jesteśmy tylko śmieciem w kosmosie. Czy mamy się jeszcze dodatkowo zasypywać Śmieciem, jaki nieustannie kolekcjonujemy wokół siebie? Oczywiście: racjonalizm to jedno, a emocje to drugie. Nie jestem od nich wolny. Boże, ja TV prawie nie oglądam. Oglądałem przed kilku dniami jakichś nowych Zombich na HBO, a wczoraj na HBO jakąś pukawkę z pseudoszpiegami i ukra­dzioną bombą atomową. Jestem przecież infantylny. Pięknie pozdrawiam
Beksiński
Liliana Śnieg-Czaplewska, Bex@. Korespondencja mailowa ze Zdzisławem Beksińskim, Państwowy Instytut Wydawniczy 2005, s. 90–91.

Komentarze

  1. Podoba mi się jego stanowisko i jestem tego samego zdania.
    Marchewkowa kanapa na pewno pięknie ożywiała pokój :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jest się trudno rozstać z każdym szpargałem, a zniszczyć to mogę co najwyżej stare wyciągi z konta i rachunki za gaz, ale muszą mieć minimum dziesięć lat.

      Usuń
    2. Ja też wiele rzeczy chomikuję, ale przychodzi taki czas, kiedy nie ma miejsca na sentymenty i coś wyrzucić trzeba.
      Myślałam tu głównie o dokumentach prywatnych - listach, dziennikach czy innych takich... swoich jeszcze nie spaliłam, ale może lepiej zrobić to zawczasu?

      Usuń
    3. Dziennika nie mam, listów papierowych też prawie nie. Wystarczy, że nikt nie będzie znał hasła do skrzynki mailowej.

      Usuń
    4. Jak ktoś się uprze, to i hasło pozna:P

      Usuń
    5. Pytanie tylko, czy komuś się będzie chciało przeglądać te tysiące maili dotyczących zupełnych drobiazgów.

      Usuń
    6. Jeśli zostaniesz sławnym scenarzystą od czarnych scenariuszy - to na pewno komuś będzie się chciało:)

      Usuń
    7. Żeby poznać te tysiące komciów na różnych blogach, które wypisywałem?

      Usuń
    8. Ostatnio mnie też dopadła refleksja, że otoczyłem się całymi hałdami zbędnego gówienka. Dopadło mnie to w momencie, kiedy z szuflady wyciągnąłem kłąb złożony z ok. 20 różnych kabli do ładowania sprzętów wszelakich :(

      Usuń
    9. Na takie rzeczy dobrze robią przeprowadzki, połowę można wyrzucić, druga połowa ulega zagubieniu lub zniszczeniu. Można też garażową wyprzedaż urządzić:)

      Usuń
    10. Przeprowadzki to świetna sprawa. Garażowa wyprzedaż to też niezła myśl, ale u nas chyba mało popularna

      Usuń
    11. To trzeba szerzyć ten wynalazek na rodzimym gruncie. Chyba za dużo Domo ostatnio oglądam, tam ciągle komuś wyprzedają dobytek na wyprzedaży podwórkowej:P

      Usuń
    12. Bo to świetny pomysł - nie dość, że pozbywasz się tego, co tylko zabiera miejsce i piętrzy się w garażu, piwnicy czy strychu - to jeszcze masz z tego pieniądze:P

      Usuń
  2. Przejmujący. Nie mogę żyć z upiorami, szczególnie, że sam niedługo nim zostanę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beksiński w tych swoich mailach nigdzie nie jest szczególnie optymistyczny, ale właściwie nie można mu się dziwić: "Jestem już w sposób ostateczny sam i bez spadkobierców."

      Usuń
    2. Ja raczej w kontekście niejakiego jasnowidztwa, biorąc pod uwagę to co się stanie niespełna rok później.

      Usuń
    3. To też, aczkolwiek tego nie przeczuwał.

      Usuń
  3. O Beksińskim zbierałam materiały przeszło rok na historii sztuki. Wymiękłam, jak dla mnie za ciemne i depresyjne sfery zarówno życia jak i twórczości.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię Ci się, to są obrazy rozpaczliwie smutne, niektóre wręcz makabryczne. Jednocześnie okazują się bardzo uniwersalne, wywołują zachwyt ludzi z różnych zakątków świata. Nawet na książkowych blogach anglojęzycznych zdarzają się nawiązania. Najwyraźniej wszyscy mamy podobne lęki i obawy, a Beksiński potrafił je namalować.

      Usuń
  4. Świętokradztwem pozbywanie się moli na mozolnie zdobywanych włościach ruchomych. Pierwsze walentynki na kolorowym papierze, zdjęcia, kapliczki ku czci pierwszych kilku miłości, beciki, w które babcia mamę przyodziewała, tetrowe pieluchy jakich dziś już nie uświadczysz w zalewie ściągaczy przeciwdziałających niekontrolowanemu wypłynięciu treści, pierwsze podrobione usprawiedliwienie w dzienniczku, prawa dolna, mleczna jedynka oświniona plasteliną i zrzynkami krepy, butelka po kruszonie wypitym na baliku szkolnym, wszystkie pozwy sądowe o ustalenie ojcostwa jawiące przed oczyma sytuację, gdy patrzysz na nią błogosławioną i natrętnie coś kołacze "chyba już ją gdzieś widziałem", sterta złotek po maśle na kartki, bo może akurat się przydadzą, gdy trzeba będzie placek piec, wszystkie GUPI na marginesie zeszytu kreślone wrogą ręką, chustka z zajączkiem, którego ledwo widać wśród krwawych zakrzepów najcięższej szkolnej bójki, garnitur z czasów gdy w dwóch ważyliście wagę dzisiejszą - to historia nasza, predestynacji tropy kolejne i inklinacja lat przyszłych, więc wara i precz, bo w alternatywie dromaderka, żywot nomada z hendbagydż i kolejne odcinki "Lost".

    OdpowiedzUsuń
  5. Mroczne obrazy Zdzisława, depresyjne wizje Tomka i ich obu okropny koniec... Smutne ale warto o nich pamiętać i przypomiać.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz