Odcinek 257: Stendhal, 1841 rok

List Stendhala do Dominika Fiore

Rzym, 5 marca 1841 roku
Królowa Maria Izabela.
W ostatnim tygodniu karnawału, we wspaniałym pałacu Colonna przystrojonym tkaninami podarowanymi przez Ludwika XIV żonie konetabla Colonna, znalazłem się na balu z dwiema królowymi. Moja niewiasta koniecznie chciała tam iść i co więcej, włożyć swoje trzy diamenciki wartości dwóch tysięcy pięciuset franków — wielki zaszczyt dla mnie.
Królowa Neapolu [Maria Izabela] wygląda jak przytłoczona starością sklepikarka. Jej mąż jest piękny i głupi, i cały przykryty szeroką błękitną wstęgą.
Królowa Hiszpanii [Maria Krystyna] ma wygląd dobry i życzliwy, ale straszliwie pospolity. Trudno sobie wyobrazić, że ma trzydzieści cztery lata, wygląda na czterdziestkę. Widziałem ją przez cały czas na odległość dwóch stóp i na Corso podczas maskarad; rzucała przyjaciołom confetti z wymuszonym wdziękiem, niezbyt sympatycznym.
Królowa Neapolu ma nadąsaną minę zdziwaczałego filantropa i wydaje mi się w gruncie dobra. Jej córka miała na balu mały kapelusz z różowego filcu. (Niech pan poprosi przyjaciela Colomba, żeby to przeczytał.)
Królowa Maria Krystyna.
Królowa Hiszpanii mieszkała u Serny'ego, w najlepszej gospodzie, i wydawała tam czterysta osiemdziesiąt franków dziennie, razem ze świtą. Hrabia Colombi, jej szambelan, dawny attaché francuskiej ambasady w Konstantynopolu, jest jej factotum. Królowa świetnie strzela z pistoletu i zabiła kilka dubeltów, ptaków morskich, jadąc tu miesiąc temu parowcem.
[...] Królowe nie wydawały na prawo i lewo i nie zrobiły w Rzymie wrażenia. Lud rzymski wierzy tylko w doraźny wydatek. Karnawał nie był piękny; cudzoziemcy rzucali bukiety kosztujące pół bajoka albo i mniej, i gipsowe kulki. Skąpstwo rzymskie jest w żałobie po śmierci księżnej Torlonia i księżnej Borghese - znakomita okazja, żeby nie wydawać przyjęć. Przyjęcia u ambasadora francuskiego były cudowne.Zapomniałem całe mnóstwo anegdot o Neapolu. Bale są tam wesołe i koło drugiej po północy król zamyka drzwi, żeby nie dać tancerzom wychodzić.
We Florencji podziwiano, jako bogaty, ślub córki wielkiego księcia z Modeną. Ten wielki książę jest godny podziwu, szczególnie jeśli idzie o wielkie trakty. Z Rzymu do Florencji można przejechać przez Civitavecchia, bez śniegu, bez okropnych gór Radicofani i bez niebezpieczeństwa.
Trzeba by przeciąć na pół fundusz dla ambasad i konsulatów. Na przykład dla ambasadora w Rzymie sześćdziesiąt .tysięcy franków pensji, sześć balów po trzy tysiące franków każdy dwanaście obiadów. Przy takich dochodach uwielbiano by nas i całowano w duży palec u nogi. Z orderów i godności kpią.
Stendhal, Korespondencja, tłum. Hanna Szumańska-Grossowa, Państwowy Instytut Wydawniczy 1963, s. 524-526.

Komentarze

  1. Gdyby król Neapolu wiedział, co Stendhal wypisuje o jego czcigodnej małżonce, na pewno pozwoliłby mu wyjść po drugiej po północy, a wręcz by mu w tym pomógł. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, że fatygowałby się osobiście?:)

      Usuń
    2. Jeśli czcigodna małżonka byłaby tego warta... :D

      Usuń
    3. Ona wtedy była królową-wdową, a mąż zdaje się tylko hrabią, dużo od niej młodszym.

      Usuń
    4. Osobiście to może by się nie fatygował, zapewne miał odpowiednio wyszkoloną służbę. :)

      Usuń
  2. Takich rzeczy z podręczników się nie dowiemy :) Z drugiej strony - nie chciałabym być na takim balu razem ze Stendhalem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wszyscy przed nim uciekali w obawie przed zgryźliwymi opisami. :)
      Nie dość,że był sarkastyczny, to jeszcze nietaktowny: to przechwalanie się przed kolegą, że kupił swojej niewieście trzy diamenciki wartości dwóch tysięcy pięciuset franków. :)

      Usuń
    2. "wielki zaszczyt dla mnie"... ech, nie mieli z nim lekko :)

      Usuń
    3. Pan S. to straszny megaloman i nudziarz, jak się okazuje.

      Usuń
    4. Megaloman chyba tak, ale biorąc pod uwagę jego szydercze poczucie humoru, okazji do nudy nie byłoby zbyt wiele. :)

      Usuń

Prześlij komentarz