Odcinek 190: Sylvia Plath, 1961 rok

List Sylvii Plath do matki  

Piątek, 29 grudnia 1961 roku
Ted Hughes i Frieda, 1963 rok.
Droga Mamo,
Siedzę w salonie przy kominku, w którym trzaskają polana, a na gzymsie barwią się wciąż czerwone świece i około pięćdziesięciu kart świątecznych; nasza mała, gęsta choineczka obwieszona srebrnym ptactwem, błyskotkami i sercami z piernika nadal stoi i po zaciągnięciu nowych czerwonych zasłon z welwetu, które świeżo uszyłam, pokój przywodzi na myśl miłosny bilecik...
Akuszerka poradziła mi, abym kupiła termometr do mierzenia temperatury w pokoju dziecka. Byłam zdumiona. Średnia temperatura domu — w holu i nieogrzewanych pokojach — wynosi około 5° (rano w naszej sypialni: 4,5°). Kiedy po włączeniu elektrycznego grzejnika dochodzi do 10—12°, robi nam się gorąco. Wszystko zależy od przyzwyczajenia.
Były to moje najmilsze, najpełniejsze Święta w życiu. W Wigilię ubraliśmy choinkę i rozłożyliśmy całe mnóstwo gwiazdkowych prezentów. Pierwszy Dzień Świąt rozpoczęliśmy we trójkę od regulaminowego talerza owsianki, po czym wprowadziliśmy Friedę do udekorowanego salonu, którego jeszcze w tym stanie nie widziała. Gdybyś zobaczyła jej minę! 
Ted musiał natychmiast przeczytać „Fox Book (Książeczkę lisa). Powiedział, że jest to najpiękniejsza książka dla dzieci, jaką zna; mnie też bardzo wzruszyła, ponieważ dzieje się w Nowej Anglii Z wszystkich prezentów najbardziej podobała mu się „Książeczka lisa i narzędzia od Warrena, których ani na chwilę nie wypuszcza z rąk. Dziś zamontował przy ich pomocy uchwyty do dywanu na schodach i twierdzi, że są wspaniałe i „bardzo amerykańskie, to znaczy poręczne.
[...] Resztę świątecznego dnia spędziłam w kuchni piekąc mego pierwszego, wprost cudownego, złotobrązowego indyka nadziewanego farszem Twego przepisu z bułki namoczonej w śmietanie, brukselki, kasztanów i żółtej rzepy (coś między dynią a pomarańczą), gotując sos z podrobów i robiąc jabłka w cieście — z resztek naszych własnych, starannie przechowywanych jabłek. Późnym popołudniem zasiedliśmy we trójkę do wspaniałej uczty, a Frieda pałaszowała wszystko, aż jej się uszy trzęsły. Potem spokojny wieczór przy kominku...

xxx Sivvy
Sylvia Plath i Ted Hughes.
Sylvia Plath, Listy do domu, tłum. Ewa Krasińska, Czytelnik 1983, s. 417-418.

Komentarze

  1. 4,5° - to się nazywa zimny wychów. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe, czy to jeszcze powojenne trudności, skąpstwo czy brak pieniędzy na ogrzewanie:P

    OdpowiedzUsuń
  3. A w jakiej skali te stopnie? Zresztą, nieważne w jakiej. Nawet ja, przyzwyczajony w dzieciństwie do porannej pary z gęby (piec kaflowy + rozeschnięte okna z lat 50tych), poczułem zimno na grzbiecie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tia, mój ojciec kiedyś urządzał piętrowe awantury w administracji, jak temperatura w mieszkaniu spadała do 15 stopni, a to przecież jakieś tropiki były:) 12 stopni Fahrenheita to byłoby minus 11 Celsjusza:P

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie da się ukryć, żadna skala nie pasuje
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Szablon:Przeliczanie_skal_temperatur

    OdpowiedzUsuń
  6. No weź, Sylwia operowała Celsjuszami, Eskimoska jedna:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Też skupiłam się na temperaturze;) Ale z nas zmarźluchy;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bo też i wieje dziś, z przeproszeniem, jak w Kieleckiem:P Zamierzam napalić w kominku:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytałam dzisiejszy post z takim zdumieniem, że TA Sylvia Plath piekła indyka, robiła ciasto, czy też szyła zasłony. Temperatura w domu nie zwróciła aż takiej mojej uwagi, bo jakoś doszłam do wniosku, że pewnie to jakaś inna skala jest :D Otrzeźwiałam przy komentarzach. Jako że gdy temp. w domu spada poniżej 20 stopni - marznę, pewne jest jedno. Nie chciałabym jechać do Sylvii Plath na Święta... :D

    OdpowiedzUsuń
  10. B.: nawet sos z podrobów by Cię nie skusił?:)

    OdpowiedzUsuń
  11. "Średnia temperatura domu — w holu i nieogrzewanych pokojach — wynosi około 5° (rano w naszej sypialni: 4,5°). Kiedy po włączeniu elektrycznego grzejnika dochodzi do 10—12°, robi nam się gorąco" - to w stopniach C? ja zamarzłabym chyba

    OdpowiedzUsuń
  12. Zacofany w lekturze:
    no tak... taki sosik to pewnie pierwsza klasa :D, rozważyłabym tę sprawę, szukając w szafie jakiegoś ciepłego płaszcza :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja bym się raczej nie pożywił, chyba że przez podroby Sylvia rozumiała wątróbki:) I jeszcze ta brukselka do indyka:P

    OdpowiedzUsuń
  14. Macie rację, temperatura dość szokująca, zwłaszcza w kontekście malutkiego dziecka. Na pewno w stopniach Celsjusza.
    Koleżanka opowiadała mi, że zimową porą widziała w Londynie pana w kożuchu i japonkach, więc oni z natury nie są chyba szczególnie ciepłolubni. :) Cytując Mrożka teraz rozumiem, dlaczego mogli stworzyć imperium. :)

    ~ Zacofany w lekturze
    We mnie sosik z podrobów entuzjazmu nie budzi. :( Nadzienie indyka dość awangardowe, to jakieś początki kuchni fusion. :)

    ~ B.
    Dopóki nie przeczytałam listów Plath, wyobrażałam ją sobie jako postać nihilistyczną i raczej oderwaną od ziemi. Mnie też zaskakuje obraz sielanki, który wyłania się z tej korespondencji, zwłaszcza w kontekście jej samobójstwa.
    Odnoszę wrażenie, że ta rodzinna szczęśliwość odmalowywana jest trochę ostentacyjnie, tak jakby Sivvy chciała chciała uspokoić matkę i koniecznie o czymś ją przekonać. A może przy okazji samą siebie?

    OdpowiedzUsuń
  15. Z tego, co się czyta o Brytyjczykach w koloniach faktycznie wynika, że oni lepiej znosili zimno niż nadmierne upały:P
    Ponoć kasztany do indyka pasują, nie wiem jak brukselka:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Sama brukselka chyba jako tako, ale w kontekście kasztanów trochę mnie niepokoi. :) Ale ja kasztany jadłam tylko raz w życiu i to w wersji deserowej. Natomiast widziałam przepis na brukselkę z orzechami laskowymi, może być pyszna. :P
    Coś między dynią a pomarańczą - tak o rzepie mogła napisać tylko poetka. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ale to jakaś żółta rzepa była, nie taka ordynarna jak nasza. :) Coś takiego:
    http://www.food.com/recipe/ginger-orange-rutabaga-yellow-turnip-or-swede-84583
    Wygląda bardzo apetycznie. :P

    OdpowiedzUsuń
  18. No chyba że, ale i tak porównanie raczej pragmatyczne niż poetyckie:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie wiedziałam, że żółta rzepa aż tak smakowicie się prezentuje. :P Myślałam, że jest bardziej przaśna i że Sivvy używa wykwintnych metafor. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetna gospodyni. A dziecko można porządnie opatulić i mu ciepło.
    Podoba mi się ten list.

    OdpowiedzUsuń
  21. Przy tej temperaturze to wchodzi w rachubę tylko opatulenie w kożuszek. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz