Odcinek 181: Cyprian Kamil Norwid, 1892 rok

List Cypriana Kamila Norwida do Marii Trębickiej

Berlin, 20 grudnia 1845 roku

Maria Trębicka, przyjaciółka Norwida.
Po niefortunnych oświadczynach poety
znajomość została zerwana.
Chcę odpowiedzieć na dwa listy, które już dobroć Pani spowodowała, że mnie doszły. Może się nie potrafię, jak bym pragnął, wywdzięczyć za tę pieczołowitość tak prawdziwie braterską, że niezawodnie byłbym w błędzie, gdybym inaczej ją był nazwał. Mówię, że może nie potrafię, bo nawet pismo moje ani tyle obszernym, ani tyle będzie zajmującym z powodu pewnych usposobień, prac, zatrudnień etc., które mię czynią nieudolnym do jasnego rzeczy wyłuszczenia.
[...] Nie nazbyt to wygodnie na tym fałszywym gruncie, którym jesteśmy otoczeni, tak niepowrotnie się osadzać - ale miałem już przykład, że lepiej jedno stracić życie pod rozłamanym drzewem, które się kiedyś zaszczepiło, niżeli błądzić po pustyni i na fata-morgana jako na sady swoje patrzyć. Jest to powieść odwieczna i nie znajoma Pani, napomykam ją tylko, bo tak przychodzi mi na pamięć jak żołnierzowi, że się ostał aż do ostatnich niebezpieczeństw i że nie wrócił się przykładem rozsądniejszego i praktyczniej umiejącego się zachować.
Ja nie jestem praktycznym i nie chcę być praktycznym na widnokręgu uczuć. Czasem mi myśl przychodzi, że tak życie wyczerpnę... ale dobrze! Na to jest ż y c i e, by je w y-ż y ć, lecz nie na to, by u ż y ć. O! Boże, jakże pragnę tę głąb serca mojego TYM właściwie dać poznać, którzy, o ile sądzić mogę - - -
Nie umiem Pani podziękować za wiadomość o zdrowiu i szczegóły z podróży Pani naszej [Marii Kalergi]. List Pani czasem jest okropny (tego serio nie mówię, tylko o tyle, o ile żartem takiego słowa użyć można) - jest tak o k r o p n y, jak ten Niemiec, który Paniom do Koten towarzyszył, człowiek, o ile sądzić mogłem, dobrze wychowany i przyjemny.
Jak to dobrze, że ludzie nie mogą w innych serca spojrzeć i wiedzieć szczerze, jakie echo rozmowy ich wzbudzają - byłbym często okropnie z towarzystw wielu usuwanym. Musiałbym strzelać się o każde sprofanowanie słów i uczuć, a piersi moje tak by były, jak owa tarcz Gorgony, która teraz, na wewnątrz kryć się musząc pod frakiem, skutki swoje wywiera przeciwko temuż oburzeniu i sama własną siłę znosi, zostawiając gorzką obojętność.
Cyprian Kamil Norwid.
Ale niech Pani mi daruje, że tak jestem otwartym i że tak śmiem być żartobliwym... [...] Gdybym wiedział, że Pani nie spojrzy więcej na me listy, jak w chwili odebrania, pisałbym szerzej, szczegółowiej i opowiedziałbym o różnych marzeniach moich i widziadłach, ale że wiem, jak przykro czy raczej nieprzyjemnie odczytywać na nowo, co tylko w chwili utworzenia ma swój byt rzeczywisty, przeto się wolę ograniczyć. Jest to także z a l o t n o ś ć (nie ta, o której pan Rzyszczewski tak wymownie wspomina), ale stylu-zalotność.
Bo co innego Pani - każdy szczegół najmniejszy tak wiele szczęścia mi przyniesie, że nie potrafię podziękować. [...] Śmiem sobie przeto wyobrażać, że Pani nie ma mię za człeka egoistycznych tylko szukającego wiadomości, albo że mój egoizm nie zabiera w siebie i przyjaciół. Usilnie przeto proszę o to, ażebym nie był pozbawionym wiadomości o   zdrowiu   i tym wszystkim, o czym mnie wolno będzie wiedzieć, a co Panią obchodzi.
Jeszcze, jeszcze dziękuję za każde słowo Pani i jeszcze, jeszcze proszę o kilka słów w następstwie.
Cyprian K. Norwid
Proszę w moim imieniu złamać opłatek z Panią [Kalergi] i proszę to oznajmić, że ja nie zapomniałem.
Życzenia świąt pomyślnych i rozpoczęcia roku niech Pani raczy przyjąć od prawdziwego przyjaciela.
Cyprian Kamil Norwid, Pisma wybrane, t. 5: Listy, oprac. Juliusz W. Gomulicki, Państwowy Instytut Wydawniczy 1983, s. 33-36.

Komentarze

  1. Portrecik Marii autorstwa samego Norwida.
    Trębicka była przyjaciółką Marii Kalergi, w której Norwid się kochał na zabój. Potem skierował swe uczucia w stronę Trębickiej: błędnie zinterpretował fragment jej listu i korespondencyjnie się oświadczył. Propozycja matrymonialna nie wzbudziła aplauzu. To był koniec ich przyjaźni. Zrozpaczony Norwid chciał wstąpić do klasztoru, ale ostatecznie zmienił zdanie.
    Hmm, dostrzeżenie "stylu-zalotności" w jego liście wymaga od czytelnika trochę wysiłku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta Maria Trębicka to kuzynka mojej śp. babci również Marii z d.Trębickiej-żony Ignacego Drozdowskiego z Cybulic Małych(obecnie gm.Czosnów).
      Jerzy Augustyn Drozdowski.

      Usuń
    2. Witamy w "Płaszczu":) Ciekawe, czy w tradycji rodzinnej zachowały się jakieś wspomnienia o związkach Marii z Norwidem?

      Usuń
  2. Doprawdy jak na poetę miał Norwid dziwne pojęcie o kobietach, nic dziwnego, że go rzucały jedna po drugiej:) Być tą drugą i jeszcze donosić narzeczonemu o byłej ukochanej - cóż za perwersyjny układ:P

    OdpowiedzUsuń
  3. W dodatku biedna Trębicka miała występować w roli kupidyna-pośrednika: "proszę to oznajmić, że ja nie zapomniałem." Zresztą cały list naszpikowany jest aluzjami do jego ex. :) Trudno się dziwić, że Maria nie chciała słuchać o jego "różnych marzeniach i widziadłach." :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trębicka powinna poecie na głowę wylać zawartość nocnika, to oczywiście przy pierwszym spotkaniu, bo korespondencyjnie trudniej:P A Marię wyszarpać za loki, chociaż Kalergi, zdaje się, też się od Norwida odmachiwała niecierpliwie, więc można ją uznać za niewinną ofiarę poetyckich szałów:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Korespondencyjne wylewanie nocnika mogłoby się okazać dość malownicze. :D Na szczęście C.K.N. chyba się obraził i wszystko ucichło.
    Oni się znali osobiście, odbywali zagraniczne wojaże we trójkę, kiedy Norwid usychał z miłości do Kalergi, a potem rozwinęła się pechowa korespondencja. Skoro Trębickiej wypisywał, że jej listy są o k r o p n e, brak aplauzu nie dziwi. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Może Trębicka lubiła, jak nią się pomiatało korespondencyjnie:P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz