Odcinek 164: Jarosław Iwaszkiewicz, 1945 rok

List Jarosława Iwaszkiewicza do Zofii Nałkowskiej

Prezes Zarządu Głównego
Związku Zawodowego Literatów Polskich
Stawisko, 3 grudnia 1945 roku

Droga i kochana Zosiu!
Nie mogę się wstrzymać, aby Ci nie napisać paru słów w sprawie Twojego ostatniego artykułu [„Profesor Spanner”] w „Kuźnicy”. Pomijając wstrząsające i targające wnętrzności meritum sprawy – chciałem Ci powiedzieć, że wzbudził on we mnie podziw raz jeszcze dla Twojego wielkiego kunsztu pisarskiego. Tylko Ty jedna, nikt, nikt w Polsce nie umie tak pisać! Gdybyś pisała po francusku czy angielsku, lub nawet po norwesku, byłabyś najsławniejszym pisarzem świata. Ta nieprawdopodobna precyzja, ta concision [zwięzłość] mistrzowska – to wszystko dlatego tak wstrząsa, że jest takimi prostymi sposobami zrobione. I co za plastyka. Nie sądź – jak nieboszczyk Kaden – ze mam do Ciebie jakiś interes, że piszę Ci tu komplementy, ale po prostu chcę Ci to napisać, jak czuję. Bo tak często ludzie czują i podziw, i wdzięczność – jak ja dla Ciebie – ale milczą. Czyż nie lepiej powiedzieć?
Całuję serdecznie Twoje mądre ręce, które potrafią tak prowadzić piórem.
Szczerze oddany
Jarosław Iwaszkiewicz
Hania podziela mój entuzjazm. Biedaczka w piątek ma się poddać poważnej operacji.

Zofia Nałkowska, Dzienniki 1945–1954, cz. 1, oprac. Hanna Kirchner, Czytelnik 2000, s. 125–126.

Komentarze

  1. A Nałkowska odpisała prawie trzy tygodnie później, interesując się głównie chorobą żony Iwaszkiewicza i jakimś literackim wyjazdem. Zachwyty Iwaszkiewicza skwitowała krótko: "Dziękuję Ci bardzo za dobre słowo i jego motywację. Odejmuję sobie z tego trochę rzeczy zbyt dobrych, ale i to, co zostaje i co mogę przyjąć, bardzo mię pokrzepia". Wiecznie niepewna siebie i wartości swej pracy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Całuję serdecznie Twoje mądre ręce, które potrafią tak prowadzić piórem. - i znów powraca motyw rąk! :)
    Brak pewności siebie w połączeniu z pozą zblazowanej hrabiny to na pewno była ciekawa mieszanka. :)
    Smutna ta refleksja o językach obcych. Myślę, że aktualna nie tylko w przypadku Nałki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwaga o językach nawiązuje też do refleksji Lechonia (i Boya), że ukrywamy przed światem Norwida i Wyspiańskiego, odmawiając im tym samym należnych hołdów światowych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przekład Norwida to musi być nie lada wyzwanie. :) Nie wyobrażam sobie tłumaczenia jego niektórych słownych eksperymentów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dlatego pewnie tłumaczeń nie ma, w każdym razie tych trudniejszych utworów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy wyobrażacie sobie, że np. w Azji doceniono by "Wesele"? Dla mnie to najlepszy dramat w naszej literaturze, ale nie chciałabym męczyć obcokrajowców jego lekturą/inscenizacją;) Choć wiem, że na jakimś przeglądzie teatralnym pojawiła się zagraniczna inscenizacja tego dramatu.

    Czyżby Iwaszkiewicz był "ręcznym" fetyszystą?:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dość powszechnie wiadomo, że większość najlepszych polskich dzieł jest niestety dla cudzoziemców niezrozumiała bez głębszej wiedzy historyczno-literackiej i/lub olbrzymich komentarzy i przypisów. Już Boy nad tym ubolewał. Azja mogłaby docenić barwność folklorystyczną, w końcu Mazowsze biło rekordy frekwencji w Japonii:P

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem, czy większość. Mrożek i Różewicz nie wymagają raczej głębokich studiów. Co do innych autorów (dobrych, ale trudnych do tłumaczenia) - uważam, że w XXI w. niekoniecznie trzeba promować polski romantyzm;) A Norwida szkoda także i dlatego, że nawet w Polsce mało się go czyta.

    OdpowiedzUsuń
  9. Boy akurat ubolewał nad romantykami i Młodą Polską, potem faktycznie było lepiej, jak już wyszliśmy z patriotyczno-męczeńskich opłotków, symboli i aluzji:P Teraz już ubolewać nie trzeba:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Boya rozumiem, bo żył w innej rzeczywistości. dzisiaj sam zapewne by stwierdził, że te wszystkie Kordiany i Konrady lekką czkawką nam się odbijają. Ale jako lekarz może znalazłby na to lekarstwo;)

    OdpowiedzUsuń
  11. On twierdził, że nam czkawką odbija się głównie zamykanie się w kręgu Kordianów w edukacji szkolnej i krytyce literackiej. Tępił epigoństwo i schematy umysłowe w interpretacji romantyzmu. A poza tym nie jest winą Kordiana, że od dziesięcioleci służy obrzydzaniu poezji:P

    OdpowiedzUsuń
  12. Naturalnie, że to nie jest wina Romantyków;) Nie możemy się od nich odczepić i dalej trwamy w chocholim tańcu - takie mam niestety wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  13. jakie to piękne. kogo teraz stać na napisanie listu..tylko po to lub aż - by wyrazić podziw.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Ania: myślę, że większość spokojnie by się mogła od nich odczepić, tylko nie bardzo nam się daje:) I bynajmniej nie mówię tu o wywaleniu Mickiewicza z programów nauczania, a o próbie znalezienia w nim i w romantykach jakichś wartości bliższych naszym czasom niż mesjanizm i martyrologie:)

    @Mary: prawda? Dziś byśmy ewentualnie wysłali SMS: "Twoje opowiadanie zaje...fajne, pisz tak dalej":P

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj, nie daje się, nie daje.
    U Romantyków na pewno dałoby się znaleźć coś interesującego dla dzisiejszej młodzieży. Skoro Kazik śpiewał o dziewczynie i baranku...;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Przypuszczam, że żywiołowa i malarska inscenizacja "Wesela" mogłaby dostarczyć intensywnych wrażeń cudzoziemcowi, który nie rozumiałby wielu symboli i nawiązań. Na pewno film Wajdy oglądano nie tylko u nas.
    Trudno tu winić autorów. Niestety, problemem polskich literatów było to, że nie mogli pisać o bardziej uniwersalnych rzeczach, tylko musieli walczyć piórem, a ono jednak przede wszystkim służy do pisania.
    Obawiam się, że sztuki romantyczne odbierane są w tej chwili jako egzotyczna ciekawostka również przez polskich uczniów, nie wspominając czytelników zagranicznych. :)
    Wśród romantycznych dramatów największe wrażenie zrobił na mnie "Kordian", mam zamiar go sobie wkrótce powtórzyć.
    A wracając do Iwaszkiewicza i rąk: tytuł na okładce ostatniego numeru "Książek" GW: "Murakami kocha uszy." :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Wszyscy artyści to fetyszyści, jak śpiewał Kazik:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mnie chyba jednak najbardziej spodobały się "Dziady". Są tak różnorodne, że materiału starczyłoby na 2-3 dramaty.

    Z rąk już się śmiać nie będę, bo też zwracam na nie uwagę;) Nieprzesadnie, ale zwracam;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zgodnie z obserwacją Kazika będziemy uważnie śledzić te niepokojące wątki w twórczości różnych pisarzy. :) Proponuję uwzględnić motyw rąk w pytaniach do najbliższej dyskusji klubowej. :)
    A "Dziady" też niezwykłe, tyle że straszliwie pokiereszowane przez szkolne analizy. :) "Kordiana" chyba trochę mniej natarczywie omawiano w szkołach. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz