Odcinek 116: Marian Dąbrowski, 1916 rok

List Mariana Dąbrowskiego do żony, Marii

 

Baranowicze, 16 października 1916 roku

Drogeńka moja,
co ci pisać z rzeczy i spraw najintymniejszych? Bardzo mi jesteś potrzebna w życiu, to wiem coraz wyraźniej. Zdawałoby się, że ubiegłych dni, kiedy lada chwila mogłem przestać istnieć cieleśnie – dość ci teraz wiedzieć, że tego „Michała” zabiło tuż przy mnie, a ostatnie kilka razy miałem tuż-tuż – wybuchy tych obrzydliwych granatów i szrapneli – nie powinienem był myśleć o tobie. A tak mi właśnie ciebie było brak, tak chciałem ukoić stargane nerwy przy tobie, tak cię chciałem mieć całą. Serce mi łopotało w piersiach na samą myśl o naszych nocach, kiedy kwiatami łąki twego ciała bawię się jak motyl, kiedy z motyla przemieniam się w dzikie rozszalałe zwierzę, które – ty jeno gołębiami swoich piersi okiełznać możesz. Kiedy – ach, Boże – po co to pisać, dręczyć się wściekle a nadaremnie.
Ty bawisz się, flirtujesz może, stwarzasz sobie surogat mo­ich pieszczot z tobą przez witanie się, dotknięcia innych mężczyzn. Może już coś konkretniejszego stworzyłaś sobie. Trudno. Wiem po sobie, jak ciężko, jak straszliwie ciężko jest znosić samotną tęsknotę miłosną, jak wrzyna się ona w każdy gest, jak okrutnie człowiek spala się, tląc. Bo cóż znaczą te wszystkie sprawy publiczne i cała „Polska” „ludowa” czy inna, kiedy ja chcę tak potwornie, tak wyłącznie mieć na dłoniach dzwonki twoich piersi rozchwierutane w szalonym tempie naszego nabożeństwa. Albo tulić rozpalone usta w trawnik twej łączki przy źródle miłości. Albo napinać łuk całego twego ciała tak z boku, kiedy piersiami twymi naciągam cięciwę i ognistą strzałą swoją przeszywam ci uda. Cała się płonisz i będziesz to czytać kilka razy. A potem spal, całując kwiaty, musisz je ubłagać, by dobre były, gdy przyjadę i nie tak boleśnie smagały. Ach, ty, męko moja, rozkoszo nade wszystko i wszystkich.
Siedzi tu obok mnie ksiądz Żytkiewicz, asceta prawdziwy, głęboki człowiek i bardzo wartościowy. Spoglądam na niego z litością. Nie zazna on nigdy tego, co życie choć na sekundę czyni wyłącznym, osobistym, co życie kwiatami dziwnymi i nieznanymi upiększa, na jedną chwilę, sekundę, rozmnożoną w wieczności zmysłów. Ale dosyć.
[...] Postaram się wyjechać stąd w listopadzie. Mam teraz sto koron miesięcznie, więc się o mnie nie troszcz.
Czemu, jak byłem ostatni raz, nie dała nóg pieścić wtedy na fotelu? Niedobra.
Mir
Maria Dąbrowska, Kalisz, 1909 rok.

Ich noce i dnie. Korespondencja Marii i Mariana Dąbrowskich 1909-1925, oprac. Ewa Głębocka, Iskry 2005, s. 540–543.

Komentarze

  1. Młodopolszczyzna nieznośna, ale ileż żaru w tym liście:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że wbrew zaleceniom męża Maryjka listu nie spaliła. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba żadna kobieta by takiego listu nie spaliła:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Co by to było, gdyby teraz jakaś celebrytka takie listy dostawała. Publiokacja w VIvie online gwarantowana:).

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzisiejsze celebrytki to ledwo chyba pisać umieją:) Obawiam się, że skończyłoby się na sesji fotograficznej ilustrującej treść listu. Szczególnie to "Czemu, jak byłem ostatni raz, nie dała nóg pieścić wtedy na fotelu?" jest gotowym materiałem na okładkę:))

    OdpowiedzUsuń
  6. Ktoś u mnei ostatnio uparcie wyszukiwał frazę: jak napisać pamiętnik człowieka myślącego. To znaczy, że ludzie próbują i są świadomi braków:).

    OdpowiedzUsuń
  7. Przesadziłaś z czytaniem przeintelektualizowanej prozy:)) U mnie niezmiennie rządzi "poznaj prawdziwą siłę różańca":PP

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja się dziwię, że się sam nie spalił. Tyle w nim żaru. I na koniec fetyszystyczne wyznanie. Fiu, fiu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Może część tego żaru była jedynie pozą literacką, ale i tak reszty spokojnie by starczyło do ogrzania kamienicy:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Poza nie poza, ale aż mi się nagle zachciało "wyłącznie mieć na dłoniach dzwonki (...) piersi rozchwierutane w szalonym tempie (...) nabożeństwa". A tu do nocy szmat czasu. Wnoszę zatem by TAKIE kawałki zamieszczać dopiero po, jeśli nie 23, to chociaż 21 :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie pomyśleliśmy, że pora za wczesna i a)małoletni się gorszą, b) starsi sami mogą się zająć od tego żaru:) Przy następnym liście tego rodzaju przemyślimy kwestię godzin publikacji:))

    OdpowiedzUsuń
  12. Z perspektywy lat wolałbym żeby na chwilę obecną dotyczył mnie raczej punkt a). No, ale już trudno, pozostaje mi być zapalonym, starym satyrem :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam obawy, czy w czynach byl rownie dobry jak w slowach ;P

    OdpowiedzUsuń
  14. Twój blog, jak wiadomo, ma opinie konfesyjneg, tu zakonnica, tam siła różańca.
    A co do popularyzacj płaszcza- dlaczego ni eopatrzyłeś tego fragmentu na Facebooku tagami "HOT" i "SEX"?PPPP

    OdpowiedzUsuń
  15. @Iza: naprawię niedopatrzenie przy najbliższej okazji:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz