Odcinek 43: Janusz Korczak, 1942 rok

Z dziennika Janusza Korczaka

Warszawa, 4 sierpnia 1942 roku
Podlałem kwiaty, biedne rośliny sierocińca, rośliny żydowskiego sierocińca. Ziemia spieczona odetchnęła.
Przygląda się mojej pracy wartownik. Czy go drażni, czy roz­rzewnia ta moja pokojowa o szóstej rano czynność?
Stoi i patrzy. Nogi szeroko rozstawił.
[...] Pisma, w których współpracowałem, zamykano, zawiesza­no, bankrutowały.
Wydawca odebrał sobie życie zrujnowany.
A to wszystko nie, że jestem Żydem, ale że urodziłem się na Wschodzie.
Smutna mogłaby być pociecha, że i pysznemu Zachodowi nie jest dobrze.
Mogłaby być, ale nie jest. Nikomu nie życzę źle. Nie umiem. Nie wiem, jak to się robi.
[...] Podlewam kwiaty. Moja łysina w oknie, taki dobry cel.
Ma karabin. Dlaczego stoi i patrzy spokojnie?
Nie ma rozkazu.
A może był za cywila nauczycielem na wsi, może rejentem, za­miataczem ulic w Lipsku, kelnerem w Kolonii?
Co by zrobił, gdybym mu kiwnął głową? Przyjaźnie ręką pozdro­wił? Może on nie wie nawet, że jest tak, jak jest?
Mógł przyjechać wczoraj dopiero z daleka...

Cytat za: Władysław Bartoszewski, Marek Edelman, I była dzielnica żydowska w Warszawie. Wybór tekstów, WN PWN 2010, s. 86.

***
5 (według innych 6) sierpnia 1942 roku Janusz Korczak wraz z wychowankami został wypędzony na Umschlagplatz.

***
 Więc wszedł pierwszy do bydlęcego wagonu. Wszedł, a może został wepchnięty przez strażnika, Ukraińca, może uderzony kolbą karabinu, kiedy poruszał się zbyt powolnie. Za nim dzieci: Albert, Jerzy, chora na płuca Genia, Felunia, która bardzo kaszlała. Sabinka, cierpiąca na reumatyzm. Czterech Moniusiów. Marylka. Zygmuś, Semi, Abrasza, Hanka, Aronek, którzy podpisali się pod podaniem do księdza Marcelego Godlewskiego przy parafii Wszystkich Świętych, by pozwolił na odwiedzanie kościelnego ogrodu. Jakub, który napisał poemat o Mojżeszu. Marceli, Szlama, Szymonek, Natek, Mietek, Leon, Szmulek, Abuś, którzy prowadzili pamiętniki. Rita, która postanowiła, że nie będzie kradła. Mendelek Nadanowski, który miewał złe sny.
Za nimi, przed nimi wychowawcy.
Pani Blimka – czyli Balbina Grzyb, żona Felka Grzyba.
Pani Saba – czyli Sabina Lejzerowicz, kierowniczka szwalni.
Panna Nacia – Natalia Poz, wychowanka Domu Sierot, potem sekretarka, przez wiele lat prowadząca kancelarię Domu.
Pani Rózia – Róża Lipiec-Jakubowska, była wychowanka Domu Sierot, potem wychowawczyni.
Dora Solnicka – inkasentka Towarzystwa „Pomoc dla Sierot”.
Róża Azrylewicz-Sztokman – wdowa po Józefie Sztokmanie.
Mała Romcia – jej córeczka.
Heniek – czyli Henryk Azrylewicz, brat Róży, pracownik kancelarii.
Stary Henryk Asterblum – wieloletni księgowy.
Na końcu Stefania Wilczyńska. Podobno to ona dopilnowała, by wzięto kanapki i wodę na drogę.
W wagonie wysypanym dla dezynfekcji chlorem i wapnem mogło się zmieścić sześćdziesiąt osób, oficjalnie strażnicy mieli ładować po sto, nieoficjalnie wpychano do środka dwieście czterdzieści, dwieście pięćdziesiąt. O tym, żeby usiąść, nie było mowy. Stało się w sprasowanym tłumie, bez ruchu, mały otwór pod sufitem nie dostarczał dość powietrza, ludzie zaczynali się dusić, kiedy pociąg stał jeszcze na peronie. Zdarzało się, rzadko, że ktoś z transportu nadludzkim wysiłkiem wspiął się do zakratowanego okienka, wyważył je, wyskoczył w pędzie. Jeśli nie wpadł pod koła, jeśli nie został zastrzelony przez strażników jadących na dachu i ocalał, przekazywał relację o męczarniach umierania na stojąco w wagonie, w upale, w oparach dwutlenku węgla wydzielanego przez ludzkie oddechy, o wołaniach: „Wody!”, o walce z własnym organizmem, by nie zemdleć, nie osunąć się na stosy trupów na podłodze.
A kiedy wypełniły się wszystkie wagony, zaryglowano drzwi i pociąg ruszył w kierunku Treblinki. W żadnych dokumentach nie został ślad po sierpniowym transporcie dzieci z Krochmalnej.

Joanna Olczak-Ronikier, Korczak. Próba biografii, W.A.B. 2011, s. 432–433.

Komentarze

  1. Są takie wpisy w Płaszczu, które boję się komentować. Boję się także klikać na "świetne", bo jakoś mi to zestawienie zgrzyta z tym co przed chwilą czytałem :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jesteś zapewne osamotniony, ale załóżmy, że "Świetne" to komentarz do dokonanego przez nas wyboru, a nie komentarz do samego tekstu. My też się niekiedy boimy dawać takie wpisy, ale czasem trzeba. Będziemy je równoważyć panem Pepysem, który jak zwykle je, pije, śpi i choruje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czuję dokładnie tak samo, jak Bazyl...

    OdpowiedzUsuń
  4. ~ grendella
    Mnie też tak trudno znaleźć odpowiednie słowa, żeby wyrazić, kim był i co zrobił Korczak.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje świetne niech będzie wyrazem hołdu dla Korczaka i jego postawy

    OdpowiedzUsuń
  6. ~ guciamal
    Mam nadzieję, że dzięki biografii Joanny Olczak-Ronikier będzie o Nim pamiętać wiele osób.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten 5 sierpnia nalezy do moich tzw bolacych dni.
    5 sierpnia to dzien urodzin mojej mamy i dzien deportacji Domu Sierot. Moja mama widziala kolumne z Domu Sierot, patrzyla za moim ojcem który byl wychowawca u w Domu Sierot (Michal Wasserman Wróblewski). Unuknal deportacji bo opuscil Dom Sierot wczesnie nad ranem wraz z kilkoma bylymi wychowankami do pracy za murami getta. Prace zalatwil im doktor. W przyszlym roku bedzie juz 70 lat od tego morderstwa.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szanowny Panie,
    dziękujemy za ten wpis, znaczy on dla nas bardzo wiele. Postać doktora
    Korczaka darzymy wielkim szacunkiem i staramy się podtrzymywać pamięć
    o Nim i wszystkich ofiarach Holokaustu, przedstawiając na tym i innych
    naszych blogach wpisy i książki im poświęcone.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz