Odcinek 23: Samuel Pepys, 1666 rok

Z dziennika Samuela Pepysa

Niedziela, 15 lipca 1666 rok
Na obiad przyszli młody Michell i jego żona (Betty Howlett), co do której moja żona przyznaje, że to piękna kobieta, a z mężem stanowią bardzo wdzięczną i niewinną parę. Byłem niezmiernie rad jej (Betty) towarzystwu i rad, że żonie się podobała. Po obiedzie wyszedłem z mężem Betty, on do Opactwa Westminster, ja do Whitehall, a nie spotkawszy nikogo, z kim bym pogadał - i nie chcąc być widzianym, że próżnuję i wypytywanym o sprawy floty, poszedłem do parku i tam, jako że był skwar, a ja zmęczony, położyłem się na trawie między hołotą i spałem, a potem przemyśliwałem nad paszkwilem, co mi chodził po głowie na ostatnią bitwę i jej niepowodzenia, lecz wnet inne myśli wygnały mi to z głowy. Poleżawszy jeszcze trochę poszedłem do Opactwa po Michella i z nim do domu, i napiliśmy się cienkiego piwa. Ale ciężko było mi chodzić, bo wzułem był nowe trzewiki, tedy na Fleet Street wzięliśmy powóz i do domu. A tam wziąłem żonę i Betty, i jej męża do powozu i dalej w pola, ku Hackney, a po drodze piliśmy mleko, którego dużo wypiłem, żeby pozbyć się zgagi, co mi ostatnimi czasy dokucza. W domu po kolacji rozstaliśmy się z Michellem i jego żoną, której skradłem parę całusów - i do łóżka. Aliści wiatry i kolka, którem uczuwał już na spacerze, sparły mnie tak, że całą noc cierpiałem bóle brzucha, s... i rzygałem, co rzadko ze mną bywa i co przypisuję mleku wypitemu po piwie, okrom tego, żem się zaziębił myjąc wczoraj wieczorem nogi.

Dziennik Samuela Pepysa, tłum. Maria Dąbrowska, t. 2, Państwowy Instytut Wydawniczy 1954, s. 64-65.

Komentarze

  1. Więcej takich perełek, więcej! Przypomniał mi się tekst:
    "Siedzi siedmiu krasnoludków przy stole.
    Jest 7 butelek z mlekiem i 6 ogórków.
    Czego nie będzie miał jeden krasnoludek?
    - Sraczki!"

    A Pepys to miał życie! No, gdyby nie te wiatry i reszta, ale sam sobie winien :)

    OdpowiedzUsuń
  2. boszzzzzzz.... :))) a co to za cudak ten Pepys ? "Wsławił się pamiętnikami pisanymi w latach 1660-1669." - pewnie kawał historii :)
    Każdego dnia opisywał swoje wiatry, kolkę i zgagę, czy ten był raczej wyjątkowy z uwagi na umyte nogi ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Pepysa, od lat go poczytuję po kawałku, tyle, że po angielsku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. @Bazyl: u nas same perły:P A Pepys faktycznie miał klawe życie i wyżywienie klawe:D

    @Sempeanka: nie cudak, tylko człowiek interesu. Poza robieniem pieniędzy obłapiał służące, kłócił się z żoną, intrygował, jadł i chorował z przejedzenia (i przepicia):P

    @Grendella: pozazdrościć, ponoć polskie wydanie jest bardzo mocno okrojone:)

    OdpowiedzUsuń
  5. ~ Bazyl
    Postaramy się, żeby pan Pepys miał status częstego gościa.
    Rzeczywiście, sielanka nie życie: próżnowanie, drzemki, obmyślanie, paszkwilu, parę skradzionych całusów. :)
    Gdyby nie sensacje żołądkowe, nowe trzewiki, a w dodatku wieczorne mycie nóg, byłoby bajecznie.
    A roztropnemu krasnoludkowi nie zazdroszczę, bo jako sublokator musiał obserwować to, co się działo z nieroztropnymi. :)

    ~ Sempeanka
    Szczęśliwym posiadaczem cennego tomu jest Redaktor Naczelny, który udzieli Ci informacji na temat częstotliwości wpisów.
    Faktycznie, to umycie nóg z przykrymi konsekwencjami zostało wyraźnie podkreślone jako wydarzenie wyjątkowej rangi. :)

    ~ grendella
    To bardzo się cieszymy, że wstrzeliliśmy się w gusta. :) Ciekawa jestem, czy pod względem językowym Pepys po angielsku jest bardzo wymagający?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak usiłowałem czytać Pepysa w całości, to wydawało mi się, że on się niczym innym nie zajmuje: je, śpi, defekuje, te nogi umyte to faktycznie rarytas rzadki:D

    OdpowiedzUsuń
  7. ~ zacofany.w.lekturze
    Może nie miał bogatego życia wewnętrznego jak Sławomir M., a o czymś pisać trzeba. :)
    Po tym zaziębieniu to na pewno szybko nóg nie umył. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. zacofany.w.lekturze: FACSYNUJĄCY człowiek interesu zapomniałeś zapewne dodać :))

    Lirael: ale zwróć uwagę jaka miał nieodpartą potrzebę pisania w zw. z bogatym życiem ZEWnętrznym :))

    OdpowiedzUsuń
  9. @Lirael: obiecuję, że jak znajdę kolejną wzmiankę o myciu nóg, to ją zamieścimy:) Tego nie można przegapić:P

    @Sempeanka: jakoś mnie nie zafascynował, strasznie nadęta figura:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Skoro zaziębiony, to prędzej opis przystawiania pijawek albo puszczania krwi pojawia się w kolejnych wpisach. Wiedzę uzyskaną na kursie pierwszej pomocy bym sobie wzbogaciła. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Grozi nam przepisanie całych dzienników Pepysa:) Nie wiem, co jest w następnym wpisie, a jestem odcięty od źródła:P

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapomniałam, że jesteś odcięty od źródła. :)
    Na szczęście dziennik Pepysa doczekał się własnej strony internetowej
    Podają nawet temperaturę. :)
    Okazuje się, że obyło się bez pijawek, ale cierpienia były. Na szczęście krótkie. Już 16 lipca wieczorem spożywał spirytualia, a 17 lipca zabrał zonę na zakupy. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. zacofany.w.lekturze : tym bardziej podziwiam, że jako Redaktor Naczelny brniesz dalej przez te fascynujące opisy nie mniej fascynujących wydarzeń życiowych imć Pepysa :))

    Lirael: o tym samym pomyślałam gdy wzięłam w ręce tomiszcza Kossaka - strona internetowa albo forma bloga pokrywającego się datami jak to zresztą zrobił Redaktor Naczelny ;) no ale nie znam się na prawach autorskich na taką skalę :))

    a tak przy okazji: trafiliście może pare lat temu na artykuł w Wysokich Obcasach o pewnej pani, która prowadziła zapiski domowe w czasach PRL. Po jej śmierci rodzina stwierdziła ze jest tego kilkadziesiąt brulionów, bo wszystkie zachowała. Pod konkretną datą wpisywała np. listę zakupów, co było na obiad, kto ich odwiedził, na szczęście bez szczegółów nt. kolek czy wiatrów :)) Notowała głównie suche fakty bez narracji, bez emocji, ale i tak ciekawy obraz. Jako żem Chomik z natury, gdzieś jeszcze mam ten artykuł.

    OdpowiedzUsuń
  14. ~ Sempeanka
    Szukałam, szukałam i chyba znalazłam. :) Przypuszczam, że chodzi o
    ten artykuł Mariusza Szczygła. Dzięki za ciekawy trop! Właśnie sobie czytam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Lirael: Bingo! nabyłaś smsem ? gdybyś poczekała do poniedziałku zrobiłabym ci skan :) niezłe prawda ?

    OdpowiedzUsuń
  16. @Sempeanka: niech Ci będzie, że brnę:P Nie będę zdradzał tajemnic warsztatu Red.Nacza:)

    OdpowiedzUsuń
  17. ~ Sempeanka
    Nabyłam, bom niecierpliwa, ale bynajmniej nie za jakąś zawrotną sumę. :) Tekst świetny, jak to u Szczygła, przeczytałam z przyjemnością! Pod kątem Płaszcza jeszcze rozważymy, ale trochę lakoniczne te informacje pani Janiny T. W każdym razie bardzo Ci dziękujemy!

    OdpowiedzUsuń
  18. taaaa - pod kątem Płaszcza to chyba za mało, ale gdybyście chcieli skorzystać z kolejnej głowy to dajcie znać. Pomysł z tym blogiem jest świetny a ja dopiero w tym tygodniu chwyciłam jaka nim rządzi zasada - przed Kossakiem nie zwróciłam uwagi na daty. No i nie zauważyłam linka do Assassin's Cloak. Niby czytałam stronę główną ale co nieco mi umknęło ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. ~ Sempeanka
    Nie tyle za mało, co te informacje są bardzo króciutkie i mają charakter raczej przekrojowy. Ale jak wspomniałam, artykuł dostarczył wiele radości. :) Ciekawe, czy Szczygieł umieścił go w którymś ze swoich zbiorów.
    Płaszcz dopiero raczkuje, więc nie przejmuj się niezauważeniem dat. One odgrywają istotną rolę.
    Jeśli znajdziesz coś ciekawego, oczywiście bardzo prosimy o przesyłkę skanu.

    OdpowiedzUsuń
  20. Lirael - jak na XVII wiek to stosunkowo nieźle się angielski czyta ;), ale ja go tak po kawałeczku od lat poczytuję na ogół metodą na chybił trafił, bo rzeczywiście figura "nadęta" dość.

    Moje nim zainteresowanie ma jednak swoją historię. W czasach studenckich jeszcze, żyłam sobie przez ok. 1,5 roku w Londynie w dzielnicy Hackney, którą do tej pory uwielbiam choć nie jest to raczej miejsce polecane w przewodnikach. Biedne, mocno wymieszane etnicznie, pełne sklepików z afrykańską żywnością na kilometr śmierdzących suszoną rybą. No i w tejże dzielnicy był nasz ulubiony pub, "Samuel Pepys" właśnie, dość obskurny wprawdzie, ale za to ze świetną muzyką na żywo, okazjonalnymi wystawami prac lokalnych freaków, zakolczykowanymi i mocno wytatuaowanymi barmanami i barmankami - no, mekka okolicznych squatersów po prostu. A że bywałam tam dość często i poznałam fajnych ludzi - to i Pepysem się zainteresowałam, nabywając jego kompletne Diaries w jakimś okolicznym charity shopie za oszałamiającą kwotę 50u pensów. I tak mi do dziś towarzyszy :)

    OdpowiedzUsuń
  21. ~ grendella
    W wariancie internetowym sobie go trochę przeczytałam i masz rację, język jest całkiem strawny. Szczególnie archaiczne słowa są w dodatku wyróżnione i po wjechaniu kursorem pojawia się natychmiast objaśnienie, więc jest super. Na pewno sobie jeszcze go poczytam. Choć nadęty, w dodatku niezbyt przyjaźnie nastawiony do żony, ale ma w sobie sporo uroku, a zresztą te obyczajowe smaczki są genialne! Choćby dla nich warto.
    Opowieść o tym, w jaki sposób weszłaś w posiadanie tych dzienników wprawiła mnie w dobry humor. :) Wcale się nie dziwię, że masz do nich sentyment, a ich wartość tak naprawdę jest o wiele wyższa niż 50 p. :)
    Bardzo Ci zazdroszczę tak długiego pobytu w Londynie. Byłam trzy tygodnie i mam spory niedosyt.
    Mieszkałam w Roehampton. Chyba nie byłam w Hackney, ale Islington pamiętam, a to już rzut beretem. :)
    Z Twojego opisu wynika, że Hackney to miejsce przyjazne i urokliwe. Mam nadzieję, że kiedyś się tam pojawię.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz